W Białymstoku jest jedna drogeria, którą pamiętam od dziecka. Choć moja mama kosmetycznym wariatem nie jest, ale bywała tam raz na jakiś czas. Jednym z głównych powodów dlaczego pamiętam to miejsce to jej charakterystyczny zapach (dla mnie luksus) i fakt, że w latach 80-tych i 90-tych Rossmanów i innych miejsc tego typu nie było. Wtedy mieszkaliśmy też w centrum miasta i drogeria "Lotos" znajduję się przy ulicy Lipowej, naprzeciwko kościoła Św.Rocha.
Zawsze jak jestem w Polsce to odwiedzam ją z ogromną przyjemnością. Oczywiście pozytwyne wspomnienia to nie jedyny powód dlaczego tam zaglądam. Drogeria jest naprawdę dobrze zaopatrzona w kosmetyki, które często ciężko zaleźć w innych miejscach. Oprócz szafy ArtDeco, Isadory, L'oreal, Lumene, SallyHansen możecie tam znaleźć świetny wybór innych marek takich jak np. GoldenRose, Bell, Misslyn (młodsza siostra ARTDECO), Inglot, Dermacol, Delia, DAXCosmetics, Celia i wiele, wiele innych.
I właśnie o produktach Celia powiem słów kilka. Pierwotnym założeniem zakupów był brązowy tusz do brwi z Delia (mówiłam o nich w swoich filmikach nie raz). Jednak po rozmowie z Panią Zosią (jedna z właścicielek drogerii), zostałam namówiona na odpowiednik z firmy Celia. Przy okazji kupiłam też lakierek do paznokci, ale chicho sza:)) Mam nadzieję, że się nie wyda;)
Trochę historii:
"Celia to jedna z najstarszych i najbardziej znanych marek kosmetycznych w Polsce. Jej historia ma swój początek w roku 1959. Dziś mimo wielu zmian na rynku i silnej konkurencji CELIA nadal cieszy się dużą rozpoznawalnością wśród Polek. Od października 2007 roku właścicielem marki jest firma Dax Cosmetics, która postawiła przed sobą zadanie jej odrodzenia." cytat ze strony www
Celia dosłownie kilka dni temu wypuściła nową kolekcję i podono od piątku wyprzedało się prawie wszystko:) Gama kolorystyczna lakierów Woman, nie jest specjalnie wielka, ale powinna zaspokoić większość gustów. Dominują czerwienie, róże i mysie kolory, czyli zawsze coś modnego. Ja wybrałam kolor no.12, bo takiego różu nie mam. Poważnie Wam mówię...nie mam!!!
W zgrabnej buteleczce jest 8ml lakieru i kosztuje 6.90zł. Ma wąski pędzek i dobrze się rozprowadza. Na zdjęciach dwie warstwy.
Teraz doczytałam na buteleczce, że lakier jest z utwardzaczem i podobno daje długotrwały efekt i jest odporny na ścieranie. Pożyjemy-zobaczymy. Potwierdzam, że rzeczywicie szybko schnie.
Celia Modelujący żel do brwi
Żel ma za zadanie rozczesać i ujarzmić brwi, przyciemnić je i zniwelować prześwity. Dostępny jest w dwóch kolorach: czarnym i brązowym. Ja zdecydowałam się na ten drugi.
W sklepie miałam okazję przetestować jego działanie i coś co na pewno rzuca się w oczy to charakterystyczna szczoteczka:
Nie wiem, czy zdołacie to zobaczyć na zdjęciu, ale z jednej strony włoski spiralki są dłuższe...Produkt nakłada się tą krótszą/klasyczną stroną, a ewentualny namiat wyszesuje dłuższą częścią szczoteczki.
Podoba mi się też kolor, jest ciemnobrązowy bez rudawej poświaty.
Korektor dobrze wyrównuje kolor brwi, ale trzeba z nim uważać. Nie jest najłatwiejszy do aplikacji. Nie wiem też jak sprawdzi się u osoby z wąkimi brwiami. Lubię go, ale nie można go nakładać "po ciemku". Nie znalazłam informacji o jego pojemności, ale mogę Wam powiedzieć, że kosztował 9.60zł.
Z nowości widziałam też piękne błyszczyki i pomadki (którą mam dzięki 77gerda lalalala).
Jeżeli chcecie sprawdzić na własnej skórze te kosmetyki, to szukajcie ich w mniejszych osiedlowych drogeriach, albo kultowych, takich jak "Lotos".
Na koniec chciałabym tylko jeszcze napisać, że fajnie jest robić zakupy w takich małych rodzinnych biznesach i po prostu im pomagdać. W dobie gigantycznych supermarketów, ciężko jest się utrzymać na rynku. Z przerażeniem patrzę jak nawet moi rodzice, posiadający mały sklepik spożywczy, borykają się z masą. Zdaję sobie z tego sprawę, że każdy chce zaoszczędzić, ale czasami może warto zajśc do lokalnego sklepu. Tam powinniście być potraktowani "po ludzku". Oczywiście rozumiem pojęcie konkurecji, ale w większości przypadków jest ona po prostu nie fair:(( W przypadku kosmetyków czasami myślę, że lepiej zapłacić 1zł więcej i wyjśc ze sklepu z dobrze dobranym odcieniem podkładu itp. Ile razy Wam się zadrzyło, kupić coś, co zupełnie nie pasuję do Waszej cery? Mi osobiście kilka razy, a potem nie wiem co mam zrobić z delikwentem...
Może jak wrócę do Londynu, to postaram się napisać, albo nakręcić film o moich spostrzeżeniach o Polsce, jak po sześciu latach mojej nieobecności się zmieniła...
Pozdrawiam Was cieplutko i do usyszenia
Agi
Ps. Pani Zosia, nie zaplaciła i nie zapłaci mi za napisanie tego postu. Kosmetyki kupiłam za swoje pieniążki (tzn. mama mi pożyczyła:P)
Ps2. Robiąc zakupy, jedna pani rozpoznała mój głos, ale uciekło jej dziecko i nie zdążyłyśmy porozmawiać:) pozdrawiam