Jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że spodziewam się paczki od Anastasia Beverly Hills i to co znalazłam w czarnej bąbelkowej kopercie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Spodziewałam się kultowego Brow Wizz, a tu taka niespodzianka:
Przeglądając jeden z londyńskich magazynów wypatrzyłam kilka nowości, ktore już niedługo pojawią się na rynku. Pomyślałam, że i może Was zainteresują.
Nowa wersja kultowego szczoteczki do mycia buzi Clarisonic Aria (ma trzy szybkości i dwa cykle pracy jedno i dwuminutowy). Dostępna od 1 lutego link.
Odżywka-szampon w jendym OJON Moisture Rich Care Blend Cleansing Conditioner. Podobno idealna dla suchych, trudnych do ujarzmienia włosów. Nie wiem, czy się skuszę, bo już raz próbowalam kosmetyków WEN (chyba pionier w tej kwestii) i jakoś mi nie podeszły. Dostęnna od połowy kwietnia tu
Obok fikuśnych szczoteczek MAC o ktorych pisałam tu link , wypatrzyłam olejek z Clarinsa, którego kilka kropel dodanych do kremu/serum wieczorem, nada subtelnmego blasku i złocistego koloru naszej cerze. Serum pachnie morelami i naładowenae jest białkami, które "budzą" skórę dodając jej zdrowego wyglądu. Miałam kilka kosmetyków brązujących Clarins i z kazdego byłam niesamowicie zadowlona, także poczekam na kilka recenzji i chyba się skuszę:) Clarins Radiance-plus Golden Glow Booster ma się pojawić na początku marca. Do kupienia tu
Na sam koniec, chyba coś co zainteresowało mnie najbardziej. Szampon L'oreal Elvive Fibrology, który dzięki unikalnej formule (podobno pracowana nad nią przez 17 lat!) dodaje objętości włosom od nasady, pogrubiając każdy indywidualnie. Kosmetyk należy użyć osiem razy, aby molekuły Filloxane "dostały" się do włosa i zostaną tam przez następne dziesięc myć (zwykłym szamponem). Brzmi bobmastycznie i od pierwszego lutego będzie można się przekonać, czy to naprawdę działa:) Choć na stronie Bootsa już jest link
Co myślicie o tych nowinkach? Czekacie na coś wyjątkowego tej wiosny?
Mam sklerozę i do tego tysiące myśli w głowie. Pomyślałam, że czas je ujarzmić. Z pomocą przyjdzie mój nowy fioletowy notatnik Moleskin.
Trochę historii:)
Moleskine to legendarny, doskonale wykonany notes/kalendarz/planner. Elegancki, praktyczny, minimalistyczny o najwyższejjakości kremowym papierze w charakterystycznej,
szytej, najczęściej czarnej oprawie z zamknięciem z taśmy elastycznej..
Mówią też o nim, że to notes europejskich artystów i
intelektualistów znany od dwustu lat w Europie. Do jego gorących fanów i użytkowników
należało grono najwybitniejszych twórców ostatnich stuleci: od Van Gogha
do Picassa, Ernesta Hemingwaya do Bruce’a Chatwina.
Pierwsze notesy produkowane były przez małe francuskie manufaktury,
które zaopatrywały paryskie sklepy papiernicze odwiedzane przez
międzynarodową awangardę.
* moleskin - mocna tkanina bawełniana, imitująca
skórę, gęsta, gruba, ale miękka i przyjemna w dotyku, ze splotem
atłasowym, z wierzchu drapana i strzyżona, przez co podobna do aksamitu,
trudno przemakalna, stosowana jako płótno introligatorskie do oprawy
książek.
Wybrałam mniejszy model, żeby mi nie ciążył w torebce.
Będzie pomagal mi w realizacji moich noworocznych postanowień o których mówiłam Wam trochę w tym filmie:
Zobaczymy jak się sprawdzi. Macie już notesik na złote myśli?
Pokazała ją chyba każda z brytyjskich vlogerek/blogerek...chodziła za mną od miesięcy...dostałam próbkę od Agi (pisałam o tym tu klik)...zakochałam się i kupiłam...nie żałuję
Mówię o oczyszczającej maseczce australijskiej firmy Aesop. Organiczne butiki tej marki znajdują się w kilku miastach na świecie. Sama wiele razy przechodziłam obok jednego z ich salonów na Notthing Hill, ale nigdy nie skusiłam się aby wstąpić w ich progi na dłużej...sama nie wiem dlaczego.
Mniejsza z tym, dziś opowiem Wam o maseczce, której działanie tak przypadło mi do gustu, że postanowiłam ją zakupić, pomimo stosunkowo wysokiej ceny w relacji do ilości (tubka ma 60ml).
Parsley Seed Cleansing Masque, czyli głęboko oczyszczająca maseczka do twarzy, zawiera glinkę (kaolin), która usuwa zanieczyszczenia z głębszych
partii skóry. Wzbogacona jest w ekstrakty botaniczne z nasion pietruszki i
dzikiej róży, które zapewniają ochronę antyoksydacyjną.
Odświeża skórę, optymalizuje działanie innych produktów do jej pielęgnacji. Skóra staje się czysta, promienna, zbalansowana.
To słowa producenta pod którymi i ja mogę się podpisać obiema rękoma.
Ci co czytają mojego bloga od jakiegoś czasu, pamietają może moje eksperymenty z glinkami i ich marne skutki:)) klik.
Próbowałam też tych naturlanych mieszanek klik, ale po kilku użyciach nie widziałam żadnych rezultatów:((
Nie wiem, czy to siła perswazji, czy prawdziwego działania produktu, ale maseczka Aesop naprawdę zostawia skórę w niesamowitej kondycji. Nie podrażnia, nie wysusza nieprzyjemnie skóry i zostawia ją promienną i gładką. Ma ciekawy rózany zapach i aplikacja to sama przyjemność.
Przed zakupem długo szukałam jakiegoś zamiennika, który w swoim składzie zawierałby wyciąg z pestek pietruszki, ale moje poszukiwania spełzły na niczym (porpawcie mnie jeżeli się mylę).
Gwoździem do zamówienia kosmetyku była specjalna przedświąteczna oferta na Truskawce klik gratis dostałam również wiśniowy błyszczyk z firmy Korres (w przypadku tej strony, przesyłka jest zawsze darmowa).
Aha i zapomniałam wspomnieć, że maska nadaje się do każdego typu cery i ze względu na zawartość białej glinki, mogą ją nawet używać dziewczyny o wrażliwej cerze, która też może mieć problemy z zanieczyszczeniami. Bonus.
Maseczkę stosuję dwa razy w tygodniu i wygląda na to, że na stałe zadomowi się w mojej mini kosmetyczce. Jeżeli macie ochotę zobaczyć jak wygądają kolejne etapy wieczorengo demakiiażju, aplikacji kremów, toników i innych specyfików, to zapraszam Was na film:
Ps. Mam jeszcze ochotę na jedną maseczkę z dodakiem glinki różowej Cattier kilk, ale nie mogę jej nigdzie dorwać w Londynie;(( Jeżli ktoś wie, gdzie ją mogę namierzyć, to będę bardzo wdzięczna.
Całuję Was i życzę pięknego weekendu.
Ja już nie mogę się doczekać końca dnia i maseczkowania:))
Ostatnio nabrałam ochotę na wypróbowanie coraz większej ilóści produktów do stylizacji brwi. Na pierwszy ogień idzie ogólnie dostępna drogeryjna marka Maybelline i jej nowa brwiowa seria
W czarnym opakowaniu przypominającym tusz do rzęs, mieszka maskara o bardzo oryginalnej i nietypowej kulkowej szczoteczce . BROWdrama dostępna jest w trzech kolorach (Deep Blonde, Medium Brown i Dark Brown).
Obok niej leży kredka o zaskakująco żelowej konsystencji. Mastershape zakończona jest praktyczną spiralką, która ułatwia wyczesywanie niesfornych włosków. Dostępna w dwóch odcieniach Dark Blonde i Soft Brown.
Moje brwi najpierw wyczesuję i wypełniam kredką, która niestety bardzo szybko się zużywa i jest trochę za kremowa:( Zauważyłam też, że po jakimś czasie znika, nawet po wcześniejszym utrwaleniu maskarą. Nie kosztuje dużo, ale nie wiem czy kupię ją ponownie.
Browdrama nie jest złym produktem i na pewno zużyję ją z przyjemnością. Efekt na brwiach przypomina naszą rodzimą Delię o której mówiłam kilka lat temu w swoich filmach, z tą rożnicą, że Maybelline nie tworzy "chrupkowego" wykończenia.
Ja bez photoshopu
Niedługo będę miala też możliwość wypróbowania kilku cudeńek od hollywodzkiejkrólowej brwi Anastasi Bevery Hillsi i już nie nie mogę doczekać efektów.
Produkty z Maybelline dostaniecie w drogerii Boots BROWdrama klik i MasterShape klik.