Nie wiem dlaczego, ale każde święta Wielkiej Nocy są bardzo bogate w przygody (niekoniecznie pozytwyne). Dwa lata temu pojechałam na lotnisko o dzień za wcześnie hahaha (chyba mnie zaćmiło). W zeszłym roku musiałam niespodziewanie zostać dłużej w Polsce, co pokrzyżowało mi wiele innych planów.
W tym roku miało być inaczej...i znowu los spłatał nam figla, a wszystko było zaplanowane co do najdrobniejszego szczegółu.
No nic...jak to się mówi, co nas nie zabije to nas wzmocni!
Trochę się pożaliłam i od razu mi lżej:))
Chciałabym Wam podziękować, że ze mną jesteście, za to, że tu zaglądacie i za to, że dodajecie mi skrzydeł.
A wydziergany na drutach kurczak przesyła gorącego dziubaka/buziaka.
Wesołego Alleluja
Agi i Rodzina
PS. Trzymajcie za nas kciuki, bo przed nami długa droga:)
PS2. Tytuł postu jest napisany językiem mojego męża.