linia

Prawie jak kolorowe kredki

Pierwszy raz zobaczyłam je na targach dla maluchów (pisałam o nich tu), ale wtedy pomyślałam sobie, że nie potrzebuję. Przecież to najzwyklejsze pieluchy muślinowe/tetrowe, tylko w żywych kolorach.
Przeglądając brytyjskie strony dla przyszłych mam, bardzo często ktoś o nich wspomniał i nawet nie wiem kiedy przyszła chęć posiadania. Bobas z okładki też mnie zauroczył.
Zestaw siedmiu ściereczek muślinowych wykonany jest z luksusowej w dotyku bawełny no i te tęczowe kolory. Jedyne co mnie powstrzymywało przed zakupem, to ich cena:( Próbowałam znaleźć ich odpowiednik, ale z marnym skutkiem. No ale jak mówi porzekadło, że bycie cierpliwym popłaca, doczekałam się i na jednej ze stron www znalzałam kupon zniżkowy...wtedy już nie mogłam się powstrzymać:)
Na swoje usprawiedliwienie mogę jeszcze powiedzieć (a może nie muszę??) jak szeroki wachlarz zastosowań takowe szmatki posiadają:)) Przydadzą mi się przy karmieniu niemowlaka i łapania przeróżnych wydzielin z buzi, kiedy będzie nam się odbijało;)) Mogą być prześcieradełkiem, matą do przewijania, myjką, kocykiem bezpieczeństwa i wiele, wiele innych.
Czytałam, że kolory mimo częstego prania zostają intensywne na lata i na pewno ożywią nasze dnie:)
    
Już mam plan na zdjęcia jakie możemy zrobić z użyciem szmatek:)
Mama wysłała mi też kilka klasycznych białych pieluch i sama jestem ciekawa, których będę używała częściej. Oczywiście będę Was na bieżąco informować.
Trzymajcie się i na koniec piosenka:


Wasza Aga i jej bump
xxx

Dr Jart + Water Fuse Water-Max Sleeping Mask

Usłyszałam o niej w filmiku Lisy Eldridge i zapragnęłam. Korzystając z atrakcyjnej promocji w Bootsie, zamówiłam za pół ceny i dziś postanowiłam napisać kilka słów na jej temat.
Moją uwagę zwróciło smukłe opakowanie typu airless z pompką. Bardzo wygodne w użyciu. Nie wiem dlaczego, ale szata graficzna (głównie turkusowy kolor) sprawiła, że nabiera się zaufania do maski i jej działania, nawet przed użyciem. Dosłownie nie mogłam się doczekać kiedy przyjdzie wieczór i bedę ją mogła w końcu zaaplikować.
Maska jest odpowiednia do każdego typu cery (także tej odwodnionej i dojrzalej) i "działa" przez całą noc podczas kiedy my smacznie śpimy. Ekstrakt z owsa nawilża suchą skórę nie podrażniając jej. Wyciąg z kwiatu kaktusa ma doskonałe zdolnośćci zatrzymywania wilgoci w skórze i działa przeciwzapalnie. Extract z róży chińskiej zmiękcza skórę i ma właściwości odmładzające. Oprócz tego mamy jeszcze kwas hialuronowy, który też pomaga "zatrzymać" nawilżenie. Generalnie cały skład jest bardzo ciekawy...
Kolejnym argumentem, który przekonał mnie do jej zakupu jest fakt, że nigdy cześniej nie spotkałam się z maseczką, która obiecuje całonocne działanie. Podobno regeneruje, przynosi ukojenie odwodnionej skórze i usuwa martwe komórki naskórka.
Konsystencja jest przyjemna, lekka niczym poranna rosa. Ma ciekawy zapach i idelanie się rozprowadza na buzi i ładnie wchłania. Nie pozostawia tłustej powłoczki. Dzięki wygodnej pompce możemy dozować odpowiednią ilość produktu. Rano łatwo zmyć ją wodą.
Pozostaje nam tylko zadać istotne pytanie, czy działa?
Używam jej regularnie od kilku tygodni (2-3x w tygodniu) i w moim przypadku działa. Skóra na buzi jest przyjemnie napięta, odżywiona i rozświetlona. Od tygodni nie czuję najmniejszej potrzeby używania kremu na dzień.
W tym miejscu muszę też wspomnieć, że moja cera ostatnimi czasy nie wymaga specjalnej pielęgnacji (pewnie za sprawą mojego bobo i hormonów), więc może nie jestem odpowiednią osobą do pisania tej mini recenzji? 
Pewnie za kilka tygodni/miesięcy będę mogła bardziej docenić jej działanie, szczególnie wtedy, kiedy nie będę miała zbyt wiele czasu tylko dla siebie. 

Podobno idelanie przydaje się podczas długich lotów. 

Jeżeli zapytacie mnie jaka jest różnica pomiędzy maską a zwyczajnym kremem, to niestety nie potrafię udzielić Wam odpowiedzi. 
Chwyt marketingowy zadziałał, choć mam wrażenie, że przy codziennej aplikacji mogłabym trochę przesadzić z tym "nawilżeniem".

Na pewno nie żałuję zakupu i chyba najbardziej cenię sobie ekspresową wygodną aplikację i oczywiście działanie. 

Oryginalna cena to £26.00 (50ml) i obecnie jest dostępna w promocji 3za2 w Bootsie link. Dla bardziej cierpliwych polecam poczekać na 50%off:)

Co myślicie o takim wynalazku? Skusiłybyście się, czy wolicie tradycyjne 15minutowe maski?

Całusy
Aga

The Nutcracker

W maju pisałam Wam o moim marzeniu odwiedzenia Opery Narodowej po raz kolejny. W październiku zrobiłam rezerwację (co wcale nie było łatwe jako, że wyprzedały się w przciągu kilku dni), żeby w środę zobaczyć cudowne widowisko jakim jest "Dziadek do orzechów". 
Zamawiając bilety trochę się obawiałam, czy będę w stanie wysiedzieć w praktycznym bezruchu z moim kochanym bump przez ponad dwie godziny. Czerowne, atlasowe fotele sprawdziły się, ale skłamie jeżeli powiem, że przerwa między aktami nie była wyczekiwana;))
ROH był wypełniony po brzegi (nie było wolnego miejsca) i jak później się dowiedziałam z rozmowy z symatycznym panem z obsługi tak jest każdego wieczoru od kiedy Dziadek pojawił się na scenie królewskiej. 
Jeżeli chodzi o sam balet to mnie najbardziej zachwycił drugi akt, czyli Kraina Słodyczny. Patrzyłam jak zaczarowana na każdy taniec i po ruchach w moim brzuchu, czyłam, że nie tylko mi się podoba:) 
Co tu dużo mówić, było bajecznie, cukierkowo, nastrojowo. 
Klara i Książę
Źródło http://www.mercedeschauffeurhire.co.uk

W operze towarzyszli nam znajomi i pod koniec spektaklu każde z nas przekrzykiwało się, który tanieć/moment/muzyka podobał się nam najbardziej.
Ten wieczór na długo zostanie w mojej pamięci. 

Nastęnego dnia znajomi Gavina z pracy pytali co tak żwawo pod nosem pogwizduje...domyślacie się?

Spełniło się moje kolejne marzenie, teraz czekamy na kolejne;) 
Wam też mówię: uważajcie o czym marzycie, bo te się speniają.
Całuję Was i do usłyszenia

Agi

PS. Jeżeli nie jesteście miłośniczkami muzyki klasycznej to do odwiedzenia opery może przekona Was przyjemność patrzenia na zgrabne pośladki tancerzy, którzy przecież tak wdzięcznie poruszali się w rytm muzyki Piotra Czajkowskiego??? Ahh

Ps Zapomniałam się też pochwialić, że tego dnia dostałam też prezent świateczny:) Cracker:))
 

Winter Wonderland

Nie mogliśmy rozpocząć tego roku w lepszym miejscu. Pogoda dopisała, pyszne jedzonko, gorąca czekolada i dobry humor nas nie opuszczał, czegoż chcieć więcej? 
Uwaga będzie dużo zdjęć:))









Wioska Bawarska





Nagraliśmy też Wam filmik z naszego spaceru, który powinien pojawić się już za kilka dni. 
Mam nadzieję, że pierwszy dzień roku spędziliście równie przyjemnie. 
Całusy i do zobaczenia
Agi xxx