Włosy zimą

Włosy, mój temat:))) Mróz, śnieg, zimny wiatr nic dobrego naszej czuprynie nie przynoszą. Jeżeli chodzi o pielęnacje to w tym momencie nie mogę polecic wam nic nowego. Cały czas jestem oczarowana działaniem Biovaxu. Nie mam zamiaru go zmieniać i moje włosy po raz pierwszy od dłużeszgo czasu nie potrzebują nic więcej. Pojawił się nowy problem a mianowcie czapki, betety, kaptury. Czy Wy też tak macie, zmora straszliwa, że włosy przetłuszczają się o wiele szybciej i tracą objętość. Ja od dziecka mialam badzo wrażlią głowę i moja czapka uszatka jest moją przyjaciółką numer 1.  Czapa super wygłada na głowie ale to co możemy znaleźć zaraz po jej zdjęciu, czasami może przerażać:))) Ja rozwiązanie znalazłam roku temu.....mama mi kupiła.

W ulbieńcach grudnia zeszłego roku mówiłam o suchym szamponie Klorane. Jest to francuska ehę firma specjalizujaca się w kosmetykach do pielęgnacji włosów. Ich logo to "The power of plants". Jest to spray z wyciągu z owsa i ryżu. Sprawdza się idelanie jako odświeżacz naszej fryzury bez użycia wody. Na etykienie napisali, że idelany for busy people (ludzie zapranowani) or bed-ridden (przykuci do łóżka, np w szpitalu). Ja uznalam go za idelny środek w walce z żadszym myciem głowy przy użyciu tradycyjnego szamponu i wody, oraz idelane rozwiazanie przyklapniętej poczapczanej fryzury. Produkt jest bardzo łatwy w użyciu. Wystarczy w odległości 30cm spryskać nim włosy przy skórze i po paru sekundach przeczesać:)) Niczym pochłaniacz zapachów wchłania łój (jeju jakie straszne słowo!!) Nie pozostaje po nim biały ślad i włosy podnoszą się u nasady. Nie raz "uratował mi życie" jak zaspałam, albo tuż przed imprezą (kiedy potrzebujemy odświeżenia looku). Opakowanie wystarczyło mi na ok 10 miesięcy (używalam 1-2 w tyg). Cena w PL to 38zł, albo coś w okolicy. Myślalam, że się rozpłacze jak mi się kończył. Rozpacz nie trwala długo bo całkiem przypadkiem odnalazłam go w Boots (Drogeria w UK połączona z apteką, coś w stylu superpharm, albo Rossman). Cena podobna do tej w PL czyli ok £6 (znjadziecie go w wiekszych Bootsach).
Tuż obok kosmetyków Klorane, swoja szafę ma brytyjska firma Batiste. O tym szamponie słyszałam już parę razy...rekomendowany w wielu magazynach i polecany biwakowiczom. Cena bardzo przystępna bo £2.80 no i skusilam się. Przyznam się bez bicia, że spędziłam może godzinę wybierając "najlepszy". Batiste ma w swojej kolekcji aż 12 produktów i skąd mam wiedzieć co będzie dobre dla Agusławy? Różowy przeważył i do tej pory nie wiem jaka jest międze nimi rożnica. Przypuszczam, że zapach, mają coś dla brunetek (nie ja) i coś o nazwie shimmer gold albo silver (nie brzmi to zachęcająco, chyba, że poszukujecie efektu a'la disco ball).
Mniejsza o większość, oba wspomniane przeze mnie produkty są tej samej wielkości i działaja na tej samej zasadzie. Batiste jest tanszy ale uniesienie włosów jest mniejsze. Efekt oczyszczenia utrzymuje się podobnie. Rożowy pachnie średnio. Uwaga brunetki, nie psikacie za blisko głowy i pamiętajcie o wyczesaniu włosów.
Jedna w moich oglądających doradziła mi stosowanie ubitej na sztywno piany z białek, a dla dziewczyn z ciemnymi włosami podobno kakao pmoże. Nie stosowałam żadenej z tych metod i jeżeli wy tak,  to dajcie znać:)))
Jest to jeden z moich zimowych niebędników, idealny w podróży i do ciedziennego użytku. Jestem więcej niż pewna że w Naszej kochanej Ojczyźnie też mamy takie cudeńka, albo ich odpowiedniki i czekam na wasze zdanie:)))
Sorry, że nie dodalam zdjęcia z włosami przed i po. Jeżeli chcecie zobaczyć, to może pokaże wam w filmiku? co wy na to? xXx

Hu hu ha zima zła? Pielęgnacja ciała w okresie jesienno-zimowym

Hej ho!!!
Nie wiem jak Wy, ale ja już czuje przedświąteczną gorączę. Nie chodzi tu tylko o szaleństwo zakupowe.. Siedzę w domu z podwyższoną temperaturą ciała i postanowiłam, że wykorzystam ten czas jak tylko mogę na napsanie paru notek:)) Żeby nie przedłużać, zaczynamy.... Za oknem szaro, smutno i zimno... w domu o wiele przyjmniej, kaloryfery podkęcone (UWAGA rachunek za ogrzewanie przyjdzie póniej i wtedy będziemy się tym przejmować:))) Kubek gorącej herbatki z sokiem malinowym w dłoni, kocyk otula nasze ciałka i dla kompletnego romantyzmu polecam zapalenie świeczek (ja mam cynamonowo-jabłkowe). Jeśteśmy gotowi? Relaks powienien przyjść za parę minut:)))
Od paru tygodni zauważyłam, że skóra mojego ciała staje się coraz bardziej wysuszona. Ogrzewane pomieszczenia, suche, zimne powietrze daje się we znaki. Nieubłagalnie nadszedł czas regularnego balsamowania. Nawet sobie nie wyobrżacie jak ja nienawidzę tego zabiegu...Latem jakoś udało mi się wytrwać z moim mleczkiem kokosowym z The Body Shop. Psiku pskiu parę razy i gotowe. Ja wiedziałam, że zimą na tym się nie skończy. Parę lat temu w Pradze (szalone wakacje sylwestrowe) odmroźiłam sobie trochę nogi i od tego czasu moja skóra przypomina krater wyschniętego jeziora (pamiętacie teledysk Spice Girls). Tak, tak stare dobre czasy:)))
Oprócz tego, że skóra jest sucha to czasami swędzi i najprzyjemnijesze uczucie to nie jest:((

Perwszym balsamem, który mi pomogł to pokazane na obrazku obok masło Mango z The Body Shop. Jest ono przeznaczone dla skóry bardzo badzo suchej. Pięknie pachnie i naprawdę długo nawilża, wchłania się dość szybko. 
200ml opakowanie wystarcza na dość długo. Mówiłam o nim w jednym ze swoich pierwszych filmków na YT i jestem mu wierna od paru lat. Kiedyś próbowałam innych maseł z The Body Shop i jeżeli nie ma tam adnotacji, że jest przeznaczone dla skóry bardzo suchej, to w moim przypadku to strata pieniędzy:(( Zapach jest, marka The Body Shop jest i to by było na tyle. Cena regularna to £12.50 za 200ml. Zawsze kupowalam go w promocji, w przeciwnym razie trochę drogo wychodzi.....
Niby mam "swój' krem, ale baby zawsze szukają czegoś nowego, znudził mi się po prostu. Korzystając z okazji poznania członka zespołu z TheBreatfOffreshAir o pięknym imieniu Agnieszka:))zapytałam czy ma jakieś produkty godne polecania. No i mam hahahaha 


Dawno temu lekarz przypisał mi krem inny apteczny, ale jego zapach mnie odstraszył. Opakowanie skończyłam. Nawet nie myślałam, żeby szukać balsamu do ciała w aptece. W drogeriach pólki uginają się od masy balsamów oferujących cuda niewidy. Zawszę się kończyło na tym, że po paru użyciach odstawiałam go bo nie widziałam znaczącej rożnicy, niektóre działały z odwrotnym pożadaniem:(( Kiedy Aga powiedziała mi o La Roche Posay Lipikar LAIT, popędziłam do domu i sprawdziłam opinię na jego temat. No jak się można domyślić kupiłam (po bardzo atrakcyjnej cenie, za dwie butle, każda 400ml, z pompką, zapłaciłam niecałe £20, adres apteki dam wam na końcu mojego wywodu). Balsam LRP jest przeznacony dla skóry suchej i bardzo suchej u dzieci i u dorosłych. Emulsja dostarcza skórze lipidów, aby niezwłocznie odbudować i trwale zregenerować warstwę hydrolipidową skóry. Formuła preparatu wzbogacona w masło Karité dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych, które pomagają odbudować przywrócić równowagę suchej skórze, a także steroli, które ją regenerują, nie podrażniając.
Emuslja wchłania się bardzo szybko aplikacja to sama przyjemność, zapach miły (trudny do określenia). Rozwiązanie z pompką rewelacyjne. Cena regularna to ok £15-17 za opakowanie, ale jestem wiecej niż pewna że można znaleźć taniej wystarczy poszukać:)))
Jeżeli ktoś ma ochote na skład to poroszę bardzo:))) Widać, nie widać?????

Ważne jest też, żeby oprócz emulsjowania, balsamowania pamiętać o dobrym żelu/mydle pod prysznic....Nawet nie wiecie jak ciężko jest znleźć coś na rynku bez zawartości SLS albo innych niespodzianek (tak to one mogą wysuszać i podrażniać skóre). Mój żel Burts Bees sprawdza się calkiem całkiem, ale idąc za ciosem Agi, poszłam na całość z tej samej apteki za £2.5 kupiłam AVENE COLD CREAM Kostka do mycia z Cold Cream. Ja i mydło????? Jakoś źle mi się kojarzy. Pozytywne rozczarowanie, kostka jest bardzo kremowa, pięknie się pieni, łagodnie myje i mogą ją używać dzieci. Wiem, że niektóre bardziej odważne dziewczyny używają ją do mycia buzi, ja pozostane jednak przy ciele.  
Rozmiawałam wczoraj ze swoja sis YT z NY i ona poleclła mi oliwkę HIPP dla dzieci. Już nie mogę się doczekać kiedy ją zakupie w PL i sprawozdanie oczywiście będzie. Jeżeli wy macie jakieś swoje balsamy i triki na zimę to z chęcia wysłucham. Sorry, że tyle piszę ale to jest silniejsze ode mnie.  Zaraz napiszę coś o włosach zimą i może usteczkach:))) xXx
Adres apteki www.leguidesante.co.uk..


Moroccanoil what it is all about????

Ja, Agusława maniaczka produktów do włosów nie byłabym sobą, gdybym nie nabyła gadżetu o którym mówi się wszędzie.....Ci co śledzą mnie na YT może pamiętają, że pare miesięcy temu zakupiłam

                           THE ORIGINAL MOROCCANOIL® OIL TREATMENT



Produkt jest w ciemnej, solidnej, szklanej butelce, jego poejmność to 100ml. Połaczenie turkusu i pomarańczy tworzy bardzo atrakcyjny dla oka zestaw kolorystyczny. Producent zapewnia nas, że produkt błyskawicznie wchłania się we włosy, nadająć im urzejakacy połysk i długotrwałe odżywienie. Produkt eleminuje "puszenie", pomaga przy rozczesywaniu włosów, dodaje im sprężystości i czego tylko sobie dusza zamarzy:))
Oprócz tego chroni przed szkodliwym pormieniewaniem słonecznym i przed ciepłem suszarki albo porostownicy. Zawiera olejek arganowy. Olej ten jest nazywany "złotem Maroka" zaliczany do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania. Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym zawiera dużą dawkę witaminy E. Używają go gwiazdy Hollywood (też chce mieć takie loki jak ONE).. No jakże miałam go nie kupić po usłyczeniu tylu superlatyw?



Cena regularna tego produktu nie jest mała bo aż £30. Mi udało się go znaleźć na magicznym ebay za 2/3 ceny więc skusiłam się i kupiłam to cudeńko.

Należy nalożyć dosłownie minimalną jego ilość w wilgotne włosy (najlepiej końcówki). Jak widać na załączonym obrazku na dłoń wylałam Wam odrobinkę oleju, rozcieramy go w dłoniach i siup na włosy.
Zapach jest bardzo przyjemny i kudełki rzeczywiście szybko absorbują produkt...czy szybciej wysychają? Nie wydaje mi się! Czy nadaje połysk i dodaje włosom sprężystości? Tak! Tak Tak
Po dwóch tygodniach regularnego stosowania zauważyłam, że coś jednak jest nie tak...mianowicie końcówki w żadnym przypadku nie były rozdwojone, ale bardzo szorstkie!!! Myślałam, że to może wina braku fryzjera... Zadzwoniłam do Bartka (mój ukochany stylista) i umówiłam się na ścięcie. Bartuś potwierdził- włosy wyglądaja na zdrowe, ale w dotyku są po prostu nieprzyjmne:(( Dostałam reprymendę, że pewnie robie coś źle i mam zniminalizować wszelkie zabiegi.



Szukając przyczyny zajrzałam na Makeupalley i  część osób recenzujących potwierdziło moje obawy. Ten olejek jest wypchany sylikonami.

Naturlany olejek arganowym jest dopiero na 6 miejscu:(((( Jego dzialanie jest niesamowite na początku kuracji, po jakimś czasie po prostu otula włosy i z każda aplikacją budujemy kolejną warstwę sylikonu. Dlaczego salony fryzjerskie tak się miłują w tym produkcie? Bo po zejściu z krzesla fryzjerskiego mamy wrażenie, że nasze włosy są "nowe", błyszczące i najpiękniejsze w życiu.... i co robimy wracamy do tego salonu.....

Muszę dodać, że mam szczęście posiadania 100% naturlanego olejku arganowego i niestety też nie sprawdził sie w moim przypadku (obciążał ogromnie). Chyba mam za cienkie włosy na takie bajery. Reasumując moje robaczki, olejek jest spoko na jednorazowe użycia. Jest wydajny. Cena odstasza. Warto go mieć? NIE!!!!!!

Jeszcze tak szybko na marginesie wspomnę, że Bartek miał parę klientek w salonie z tym samym porblem co ja i wszystkie używały tego olejku.....szajsen, never again!!
Biosilk to to samo.....on obok jedwabiu nawet nie leżał:(( oszuści

Mój nowy najlepszy przyjaciel Biovax

W pierwszej kolejności muszę przeprościć za długą nieobecność........Na usprawiedliwienie mogę Was zapewnić że bardzo często myślami byłam z Wami:))))

Przechodzę do rzczy. Ja Agusława uzależniona od wszelakich produktów do włosów, które maja niby im pomóc, znalazłam my holly grail.....i to wszystko dzięki MakeUPsamoUK. Dzięki dobremu sercu tej kobietki miałam szansę wypróbować ten naprawdę cudowny produkt do włosów.
Mowa tu o  
L'biotica BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów blond

Pierwszy raz usłyszałam o tym cudzie u Florencebeauty (ona używa wersji do włosów brązowych), ale to SamoUK zaopatrzyła mnie w 20ml saszetkę tego produktu, który wystarczył na dwa zabiegi. Włosy mam do łopatek i chyba wiecie jak wyglądaja. Po zastosowaniu tej maski nakręciłam filmik i sama byłam w szoku bo objętość włosów podwoiła się a przy okazji nie pamiętam kiedy były tak nawilżone. Moje blond, suche i puszące się włosy nabrały sprężystośći i blasku już po dwóch użyciach, to co będzie po paru miesiącach???? Włosowy raj...
Postanowiłam, że muszę ją mieć.....Moja biedna mama ma dość już moich zamówień i tata nawet nie pozwala jej do tel podejść, bo czuje że pewnie coś znowu chce:)))
Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce i napisałam do producenta czy nie wysyłaja może za granicę. Okazało się że TAK i Pan mieszkający w UK sam się ze mna skontaktował i firma prowadzi sprzedaż przez Ebay. 
Maseczka kosztowała mnie £6.50+darmowa przesyłka (trochę więcej niż w PL, bo koszt takiej maseczki w sklepie to ok 20zł, ale naprawdę nie miałam serca mamy już prosić). W prezenicie dostałalm jeszcze dwie saszetki innych maseczek, BIOVAX Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania 20ml i BIOVAX LATTE Intensywnie Regenerująca Maseczka odbudowa osłabionych włosów + proteiny mleczne 20ml.

Jak narazie to nie mogę sie na ich temat wypowiedzieć bo cały czas czekaja na swoją kolej:)) 
Ja tu gadu gadu a przecież muszę Wam trochę więcej poopawiadać na temat mask.

 Opakowanie wygląda tak jak na obrazku obok. Kartonik a w nim 250ml słoik z maską i serum z wit. A i E oraz Termocap, czyli uwaga czepek:))
Producent informuje że nowa maseczka Biovax dba nie tylko o zdrowie i kondycję Twoich włosów, ale również zapewnia im gruntowną ochronę i bezpieczeństwo.


Zawiera naturalne oleje i ekstrakty:
- Ekstrakt z Cytryny działa rozjaśniająco, przywracając włosom świetlisty kolor.
- Kompozycja oleju ze Słodkich Migdałów oraz Miodu silnie nawilża, zmiękcza i odżywia włosy, nadając im piękny połysk i zdrowy wygląd.
- 100% ekstrakt z Henny ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki.

Jest bezpieczny bo nie zawiera PARABENÓW, SLS (SODIUM LAURYL SULFATE), SLES (SODIUM LAURETH SULFATE), GLICOLU PROPYLENOWEGO.


Maska ma bardzo przyjemny zapach i rozprowadza się na włosach w sposób fantastyczny. Po umyciu włosów szamponem, nakładam produkt i rozczesuję maskę grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. Nakładam czepek i kontynuuje pluskanie. Nawet jak już kończę prysznic to czepek jest cały czas na głowie. W tym czasie dodaje jeszcze jeden ręcznik dla wzmocnienia efektu. Po ok 20 min włosy spłukuje i voilà. Kłaki rozczesują sie bez problemu. Susze jak zwykle i co? Włosy jak nie moje. nie mogę się powstrzymać od ich dotykania....Są jak aksamit.
Moje pozytywne zaskoncznie jest ogromne bo nie przypuszczałabym, że tak naturaly kosmetyk i może mieć tak błogie dzialania na moje włosy (chyba trochę zawiodłam sie na produktach z LUSH oraz innej wersji Henna WAX, która była ogromną porażką)...Końcówki podcięlam dwa tyg temu i zazwyczaj od razu widziałam nowe rozdwojone a tu nic a nic...Kolor też piękny....w tym momencie nie mogę znaleźć wad do tego produktu.
Maska jest dostępna na terenie Polski w większych aptekach. Można zakupić też szampon i odżywkę w sprayu z tej samej serii....(moje zakupy świąteczne, już się nie mogę doczekać). Jestem pewna, że jeszcze nie raz wspomne o tym produkcie. Jeżeli ktoś mieszka w UK i chce wypróbować maskę to jest link do sprzedawcy naturalbeautywwwlbioticap.
Nikt mi za tę recenzję nie zapłacił i nie zapłaci....to tylko tak na magnesie dla tych co wątpią:))))


Jeszcze muszę wspomnieć o rozdaniu na blogu TheOleskaaa

Queen Helene Mint Julep magiczny zestaw

Witam!!!!!


Dziś chciałbym Wam opowiedzieć o dwóch produktach, które ostatnimi czasy bardzo przypadly mi do gustu:) wszytsko to za sprawa mojej youtubowej siosty zza oceanu Agnieszki aka nisiax83. Aga kilkakrotnie na YT jak i na twiterze wspominala o maseczce miętowej Queen Helene Mint Julep Masque:))


Jest to produkt dość trudno dostępny w UK ale wytarczy trochę pomyslowości i wszytko da się znlaeźć). Uprzedzając następne pytanie... Wpiszcze nazwę tego produktu w Google i pokażą Wam się miejsca gdzie możecie znaleźć to cudo:)
Cena maseczki jest bardzo przystępna ok £2,5 czyli po angielsku określiłabym to jako real bargain:))) każdy lubi takie okazje, niepraważ? Opakowanie jest dość duże bo aż 226.8g....
Co mamy w srodku to zielona papka, którą należy nałożyć rownomiernie na dokładnie oczyszczoną twarz. Efekt shreka (FIONY) gwarantowany)))

po 15 min maseczkę zmywamy i buzia jak marzenie, mówię wam:)))) mój facet (zupełny przeciwnik nadmierych zabiegów kosmetycznych) został na sile zmuszony i po tygoniu sam się dopominał o maseczke bo nigdy nie miał takiej gladkiej skóry:))

Maseczka ma za zadanie osuszyć wypryski, zniszczyć zaskórniki i zmniejszyć pory....To gwarantuje nam producent i co???? sprawdza się w 100% Maska ma właściowości oczyszczające i przepiękny orzeźwiajacy miętowy zapach, który naprawdę relaksuje i odswieża buzię. I like!!!!


Idąc za ciosem i po obejrzeniu filmiku Pauliny zakupiłam też peeling z tej samej serii i jak się mozna domyślić nie żałuje:) peeling jest bardzo delikatny dla skóry twarzy i daje świetne oczyszczenie (idelane połączenie z Maseczką). Cena taka sama i pojemność to 170g:)


jeżeli mialabym go porównać do morelowego peelingu z st ives to ten z Queen Helen jest o niebo lepszy. Powód; drobiny są mniejsze i wydaje mi się ze mnej 'rysuje' skórę. Oprócz tego mam wrażenie ze ma w składzie coś w rodzaju galaretki co powoduje, że produkt aplikuje się naprawdę przyjmenie:) buzia jest naprawdę super super gładka, aż chce się całować i dotykać.
Wadą obu produktów może być chyba tylko ich dostępność, ale trochę wyobraźni i dla chcącego nic trudnego:) pozdrawiam serecznie i do usłyszenia

Wasza Agusława

Paleta URBAN Decay NAKED i All Nighter

Po obejrzeniu, jakże zgubnego dla mojego portfela, filmiku Laury zapragnęlam polożyc swoje dlonie na paletce Urban Decay o wdzięcznej nazwie NAKED.
W poszukiwaniu paletki wybralam sie do jednego z domów towarowych na Oxford Street (House od Fraser). Cały parter tego sklepu jest zapełniony stoiskami kosmetycznymi najprzeróżniejszych marek (Chanel, Estee Lauder, Clinique itp..) Nawet najbardziej wymagająca osoba znajdzie coś dla siebie. Panie pracujące tam uśmiechaja się szeroko i zapraszają nas do zakupu danej marki. Ja nauczona doświadczeniem doskonale wiedzialam, że swoje kroki powinnam kierować bezpośrednio tam gdzie musze, bo w przeciwnym razie przepadnę z kretesem:))
Stoisko UD jest w samym centrum całego zamieszania wiec nie można go ominąć. Już od samego początku zauważylam paletkę, leżala sobie na stoliku i uśmiechała sie do mnie pięknie (chyba tylko ja widzilam ten uśmiech:)))
Nie ma co marnować czasu trzeba sprawdzać kolory.... Do pomocnika miałam Naszą koleżankę Kasię Ciacho25 i po 3 min cale bylyśmy wymazne koloroami z palety. Pierwsze wrazenie: każdy kolor pieknie napigmentowany. 
Cieni jest w sumie 12 i począwszy od bardzo naturalnych kolorow skończywszy na tych troche ciemniejszych i bardziej wieczorowych.

Kolory i wykończenie cieni: 
Virgin (nude satin),  
Sin (champagne shimmer), 
Naked (buff matte), 
Sidecar (beige sparkle),
Buck (brown matte),  
Half Baked (bronze), 
Smog (golden brown shimmer), 
Darkhorse (bronze-plum shimmer), 
Toasted (taupe-bronze),  
Hustle (mocha shimmer), 
Creep (near-black metallic),  
Gunmetal (dark grey metallic).

Każdy cień ma 1,3 g  
Coś co mnie trochę zraziło do tej paletki to kolory z wyraznymi drobinami. Nie wiem czy pamięacie, ale byłam posiadaczka palety UD Ammo i to właśnie ten brokat tak mnie do niej zraził. Po nalożeniu cienia na powiekę brokat osadzał sie na policzkach co nie jest zbyt estetyczne (ja nie przepadam za efektem kuli dyskotekowej:).
Wracając do Naked. Jak tylko myśl o zakupie tej palety pojawila się w mojej głowie od razu poinformowałam was o tym na twitku i Aga (nissiax83) bardzo trafnie zauwazyla, że jestem posiadaczka dość pokaznej iości cieni z MAC w naturalnych kolorach i czy tak naprawde jest sens kopiowania jej? (Kasia ciacho, powiedziała to samo:) hmmmmm patrzac na swatche na moich palcach stwierdzialm ze cienie z MAC są zupelnie inne i chyba zaszaleje i peltka NAKED będzie moja. Kolejnym istotnym faktem, który mnie przekonał do zakupu to to, że z oprócz palety z cieniemi otrzymujemy tini mini wersje kultowego produktu UD a mianowicie Prmie Potion 3,7ml (moja ulubiona baza pod cienie) i podwojna kredke do oczu 24/7 w nie mniej kultowym czarnym kolorze "ZERO" i nowościa pięknym brązem "Whiskey" 

Cena całego zestwu to £27. Euforia nie trwała długo... Pani z Urban Decay w końcu pojawiła sie przy nas i uprzedziła moje pytanie..Tak paletki zostały wyprzedane....., ale przyjmują zamówienia.... Stwierdziałam, że to znak z nieba i będe miała czas na zastanowienie. Podalam swój numer i sklep grzecznie opusciłam:))
Telefon zadzwonił następnego dnia i co miałam zrobić? Kupiłam!!!!!

Tym razem obsługiwała mnie inna pani i na moje pytanie jak uniknąć opadającego brokatu, doradziła mi delikatne spryskanie pędzla woda tuż przed nalożeniem cienia. Pożyjemy zoabczymy.....

Na sam koniec musze wam opowiedzieć o zakupie już zupełnie nieprzemyślanym i cały czas sie zastanawiam czy dobrze zrobilam???????hmmmm
Przy kasie, kiedy moja karta płatnicza była juz w masznie owa Pani zapytała mnie czy nie słyszalam o ich wsplaniałym produkcie All nighter?
Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale od długiego czasu rozglądałam sie za jakims produktem do utrwalalania makijżu. Na mojej wish list były MAC Fix+ albo MUFE Mist&FIX. O Fix+ słyszałam bardzo różne opinie (bardzo pozytywne i negatywne) i to mnie trochę zraziło. A dostęp do MUFE jest dość trudny, więc stało się.
Co mnie przekonało to oczywiście bardzo dobra reklama sprzedawczyni. Produkt jest beztłuszczowy i wolny od parabenów. Tak naprawdę rzeczą, ktora mnie do niego przekonała to fakt że podobno, każda osoba pracujaca w House of Frazer w dziele pięknosci zakupila owy produkt i testuje go codziennie. Muszę zauważyć ze jest tam dość gorąco (masa lamp jarzeniowych) i dość duży ruch. 
Cena £17 (trochę dużo:((( pojemność 118ml (przy codziennym stosowaniu powienien, wystarczyć na ok 2,5 miesiąca). Prodcent zapewnia, że jest to idelany produkt do utrwalenia makijżu na dlugi czas ok 16 godzin!!!!!! Brzmi cudownie, nieprawdaż? Opakowanie jest dość skromne, szczególnie za taka cenę! No ale wracajc do tego co mamy w środku, zapach jest bardzo przyjemny. Na uwagę trzeba zwrócic na secyficzny typ aplikacji. Spryskujac go na twarz z odległości o 50 cm (długość ramienia) powinno sie wykonać ruch X a potem raz wzdłuż i raz wszerz, czyli 4 psiknięcia. 
Wracając do domu ogarnęły mnie wątpliwości.......sprawdzialm Makeupalley (moja wyrocznia) i tam opinie na temet tego produktu były bardzo różne i wręcz skrajne.  Jedni go kochaja a inni porownuja do lakieru do włosow spryskanego na twarz!!!!! Troche zbarniałam. Po powrocie do domu zajrzalam na wyrocznie numer dwa Youtube i tam opinie byly już bardziej pozytywne. Sprobowalam go dziś po raz pierwszy i musze przynac ze mój makijaż twarzy (podkład, róż i bronzer) utrzymały się cały dzień w stranie zadawalajacym (nie przepracowalam sie dziś, ale w godzinach południowych pozwoliłam sobie na godzinna drzemke:PPPP) z makijażem on czywiście:)))


Nie mam jeszcze ostatecznego zdania na temat tego produktu ale jak tylko to sie zmini to możecie być pewni że Was powiadomię.


Dobra kończe na dziś swoje wywody.........dlaczego ja tyle piszę, czy ktoś to przeczyta?????