linia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agisbouitique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agisbouitique. Pokaż wszystkie posty

Tydzień! ♡

Mężczyźni mojego życia smacznie śpią, a ja znalazłam chwilę, żeby Wam podziękować za wszytskie życzenia i wiadomości, które od kilku dni zostawiacie pod moimi postami;) 
Jesteście wielcy i wasze słowa dodają mi otuchy i siły każdego dnia i nocą też hahaha 

Nie mogę uwierzyć, że to już tydzień...łapiemy każdą sekundę, bo czas ucieka jak szalony:)

Koszytając z okazji chcę Wam pokazać kilku niezbędników, którzy zdecydowanie ułatwili nam pierwsze dni życia.
Mokre chusteczki Derma H2O WaterWipes, składają się w 99.9% z wody i 0.01% ekstraktu owocowego...nic więcej. Niezastąpione w czyszczeniu malutkiej pupci. Nie podrażniły małego, są zupełnie bez zapachu i na pewno będę do nich wracać. Miałam mały problem z ich zdobyciem (można je zamówić na Amazon, Ocado) ale było warto. Polecam na 100%

Pieluszki Naty by nature. Mówiłam Wam wcześniej, że chcę używać pieluszek wielorazowych, jednak przez pierwsze tygodnie, przynam bez bicia, że ze wzglęgu na lenistwo i zmęczenie, używamy tych. Zużyliśmy już dwa opakowania haha!!!!! Szał ciał. I te serducha ajjj ♡

Babylove Mama Krem/maść na bazie lanoliny z olejem kokosowym i olejem jojoba okazała się zbawieniem dla karmiącej piersią mamy. Maść ma fantastyczne właściwości natłuszające i moja kumpela ze Słowacji chyba wiedziała co robi, wysyłając mi go kilka miesięcy temu. Niedawno pisała też o nim Megi link.
 
Na sam konieć, żeby nie bylo wątpliwości, kto jest szefem:))

 
 Muszę lecieć, bo mój chrupek (jak to mówi Paulina) się budzi:))

całuję i do usłyszenia wkrótce;)

Agi-Mama 
♡♡♡

Oj Heleno, Heleno

Obiecałam, że po kilku tygodniach z Heleną opowiem Wam o naszym związku. Trochę przykro mi, bo głęboko wierzyłam, że to będzie gorąca, namiętna i szczera miłość...
Czas pokazał, że naszą znajomość bardziej określilabym jako przelotny romans...

Zdjęcie z "gołym" okiem
Z jedną warstwą:
i dwiema:
Lash Queen Feline Blacks oczywiście pomalowała mi rzęsy, ale wydaje mi się, że podobny efekt mogę uzyskać drogeryjną maskarą. 
Tusz jest dość suchy (wiem na 100%, że jest świeży i nie był wcześniej otwierany) i dopiero po kilku użychach "odżył" w tubce. 
Złote opakowanie w centki cieszy moje srocze oko, a struktura tubki jest wykonana z luksusowego metalu? 
 Szczotka jest duża, wygodna w użyciu i równomiernie rozporwadza produkt. Tusz nie osypuje się przez cały dzień i daje intensywny czarny kolor. Głównym zadaniem maskary jest pogrubienie i podkręcenie rzęs i w pewnym sensie robi swoje, ale nie nazwałabym tego efektem glamour. A może moje rzęsy zmieniły się na gorsze?

Jednym z największych minusów Helenki jest jest wygórowana cena i dostęność...

Trochę ciężko było mi napisać tę notkę jako, że tusz był prezentem urodzinowym od Madzi (77gerda) i chciałabym żebyście wiedziały, że żadna z nas nie miała/ma złych intencji. 

Reasumując: Maskarę zużyję z przyjemnością, ale moim zdaniem jej cena nie jest adekwatna do jakości.
Jestem też ciekawa jak długo będzie mi służyć? O tym przekonam się pewnie za jakiś czas.

Chciałabym też Wam pokazać, że po filmiku innej Magdy (FlorenceBeauty) skusiłam się na drogeryjnego kolosa.
Na zdjęciu widać też prezent świąteczny od koleżanki. Maskara firmy Mally, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Mally używam kilka razy i choć trochę skleja rzęsy, to podoba mi się efekt jaki nią można uzyskać.
Colossal od Maybelline poczeka jeszcze trochę na swoją kolej, ale jak się do mnie pięknie uśmiecha...ahhh może to ten jedyny? Kto wie, kto wie?

Sięgam pamięcią wstecz i próbuję sobie przypomnieć, która maskara kręciła mnie najbardziej i chyba najprzyjemniej wspominam Lancôme Hypnôse Star, Covergirl Lashblast i dawno dawno temu MaxFactor 2000calories. 

Jakie są Wasze maskary wszech czasów?
Agi xxx

Je m`appelle Sophie, Sophie la girafe

Wyprawka dla mojego maleństwa już teoretycznie gotowa. W praktyce okaże się, czy wybraliśmy odpowiednie rzeczy. Mówię wybraliśmy, gdyż w naszym gniazdku rodzinnym mój mąż czynnie angażuję się we wszystko co związane z naszym bobo. 
Przy wyborze wszelakich dobroci stawiamy na ich praktyczną stronę, ale w niektórych przypadkach poddaliśmy się i co tu dużo mówić...Zosia Żyrafa skradła nasze serce:)
To Gavin powiedział mi o jej istnieniu (a ma już ponad 50 lat!) i to on zdecydował, że musi z nami zamieszkać. I tak urodzona w Paryżu kultowa żyrafa stała się jedną z pierwszych zabawek naszego szkraba. Przeglądając sieć w poszukiwaniu informacji o Sophie nie da się nie zauważyć, że paryżanka szturmem zdobyła cały świat. Kochają ją dzieci i rodzice z każdego kontynentu, nawet te bardzo wybredne z Hollywood link.
Nas Sohpie zauroczyła pogodnym uśmiechem i jakością wykonania. Nie wiedziałam czego spodziewać się po gumowym gryzaku i trochę sceptycznie podeszłam do niej na sklepowej półce. Jakże miło się zaskoczyłam kiedy 18centymetrowa zabawka okzała się dosłownie jedwabista w dotyku. Wykonana ze 100% naturalnej gumy otrzymywanej z soku drzewa Hevea, a do namalowania kontrastowych łatek użyto tylko spożywczych farbek (stymuluje wzrok). 
Naprawdę ładnie pachnie i jest mięciuchna. 
Dzięki jej kształtom (długim nogom, odstającym uszom itp...) poręczna i co najważniejsze dzieciaki uwliebiają ją gryźć, ssać i tulić (przynosi ukojenie dziąsłom). 
Przy naciścięciu delikatnie piszczy.
Nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać, aby się przekonać, czy nasze małpiątko zaprzyjaźni się z Zosią. 

Jak myśliscie? Polubią się? 

Agi x

Ps. Sprawdzałam informacje o dostępności Sophie i dla osób mieszkających w UK możecie ją dostać na stronie link,
I ku mojemu zdziwieniu mamy też naszą ojczystą stronę link.

Ps2. Z innych zabawek mamy jeszcze królika, pozytywkę i Freddiego robaczka świętojańskiego (też Gavin wybrał). Na dobry początek powinno być w sam raz:)

Chciał dobrze

Przyszedł do domu z cheeky uśmiechem na twarzy, chowając coś za plecami. Od razu wiedziałam, że coś się święci. Dumny z siebie podarował mi czarne pudełeczko z okienkiem.
Wie, jak bardzo marznę w dłonie i stópki...chciał mi zrobić mini niespodziankę.

Zna mój rozmiar buta, ale nie przewidział tego, że to wersja dziecięca:)
 
W sumie piątka to piątka, tylko do moich kaloszy cholewka skarpety jest trochę za krótka. Wyszukał je w TKmaxxie i kosztowały naprawdę niewiele (w przeciwnym razie kazałabym mu je oddać). 

Nie chciałam mu sprawić przykrości i znalazłam na nie sposób.
Poznajcie moje nowe domowe papcie.
Kochany ten mój mąż. 
♥♥♥
Trzymajcie się ciepło, bo zima nadchodzi wielkimi krokami.
Całusy
Agi

Mufki dla mam

Dawno nie miałam okazji używć tego słowa i dzieszę się, że w końcu mi się udało:) Mufka kojarzy mi się z księżniczką i choć do jednej mi daleko to z przyjemnością pokażę Wam do czego będę używała mojego zestawu już za kilka miesięcy:)
Moje dłonie od zawsze przypominały kostki lodu i jak tylko wypatrzyłam ten wynalazek na targach dla bobasów (tych sprzed miesiąca w Bluewater) to wiedziałam, że muszą być moje:) Piszę o nich tu, bo zapomniałam wspomnieć o nich w filmie, który nakręciłam tego dnia.
Na zewnątrz wykonane są z wodoodpornego materiału, a środku czeka na nas niesamowicie miękkie futerko.
Rzepy na końcu są wygodnym i uniwersalnym rozwiązaniem sprawiającym, że ocieplacze pasują na praktycznie każdy model wózka.
Ponieważ nasze auto jeszcze nie przyjechało, aby zaprezentować działanie skorzystałam z pomocy krzesła.
Zdjęcie z modelką, czyli mną:)
Firma założona przez francuską projektantkę Rebeccę Campora, 7 A.M.® ENFANT łączy w sobie elementy mody, praktyczności, uniwesalności i miejskiego stylu.
Mam nadzieję, że będą nam dobrze służyć.

Ponieważ w Polsce zima i pewnie nie jedna z Was wie, że klasyczne rękawiczki przy dziecku nie mają racji bytu, pomyślalam, że ten post zainspiruje Was do poszukiwań mufek/ocieplaczy.

Miłośnicy jazdy rowerem też pewnie nie pogardziliby takim cedeńkiem:).
Muffki kupiliśmy okazyjnie taniej (tego dnia zaoszczędziliśmy kupę kasy) i kosztowały nas ok. ₤20.

Dajcie znać co myślicie o takim rozwiązaniu
Pozdrawiam i do usłyszenia

Agi xx

Zdradziłam

Nie mam za wiele na swoje wytłumaczenie. Zakupiona już jakiś czas temu czekoladowa rozkosz uśmiechała się do mnie z szafki pod zlewem. Nadal wielbię peeling Pat&Rub, ale aura za oknem sprawiła, że miałach ochotę na coś bardziej...no wiecie, jak to jest...
W plastikowym opakowaniu mieszka 200ml produktu, który w swoim składzie zawiera prawdziwe masło kakaowe i organiczny cukier trzcinowy. Zapach jest obłędny i naprawdę ma się ochotę na mini degustację...
Konsystencja jest przyjemna, dość rzadka i tu pojawia się pierwszy problem. Chocomania jest bardzo niewydajna i po nałożeniu na skórę prawie automaycznie z niej spływa:( 
Cukier (czynnik ścierający) szybko się topi co sprawia, że peeling należy do kategorii delikatnych.
Skóra po nim jest gładka i nawilżona, ale taki efekt można uzyskać wieloma tanśzymi zamiennikami.
Ja czekoladkę kupiłam jak zwykle w promocji i raczej do niej nie powrócę. Moim numerem jeden peelingów z TBS jest niezmiennie od lat wersja z mango (choć nie używałam jej już od długiego czasu...na rynku tyle cudeńek czeka na wypróbowanie).

Na obronę chocomanii muszę zaznaczyć, że nie jest zrobiona na bazie parafiny (z tego co się orientuję, żaden z ich produktów nie ma jej w składzie), czyli na pewno nie da nam złudzenia odżywionej i nieskazitelnie gładkiej skóry, jak to bywa w przypadku peelingów z paraffinum liquidum na pierwszym miejscu liście składników. 

Reasumując czekoladka uwiodła moje serce zapachem, ale wydajność i "ścieralność" pozostawia wiele do życzenia. Regularna cena £12.50 to też chyba trochę za dużo...
Wracam z Pat&Rub, czarnego mydła peelingującego ALEPP i rękawicy kassa:)

Próbowałyście czekoladowej manii? Pojawiły się na polskim rynku jakieś nowości, o których ja Agusława jeszcze nie wiem? Oświećcie mnie, proszę.
Pozdrawiam 
Agi x

Kawałek gwieździstego nieba za £1

Lubię takie okazje. Koszula z Zary za £1.
Wypatrzona na car boot sale w Battersea (południowo-zachodnim Londynie). 

W Polsce często chodziłam na "szmaty" i do dziś pamiętam jaką satysfakcję sprawiało mi wyszukanie czegość hyper cool za grosze.  Mieszkając na wypach czuję niedosyt, mamy tu tzw. charity shops (je też często odwiedzam), ale to nie to samo...

Już jutro na moim kanale pojawi się film w którym pokażę Wam co jeszcze upolowałam (dosłownie kilka drobiazgów). Przy okazji zabierzemy Was na mini wyczieczkę po Battersea Park.

Z góry zapraszam i pozdrawiam
Agi 

Ps. Lubicie ciucholandy?

London rickshaw, czyli eco alternatywa dla black cab

Riksze w Londynie pojawiły się kilka lat temu. W przeciągu kilku miesięcy "przechwyciły" nocny rynek poruszania się po centrum miasta i choć tradycyjne taksówki (balck cab) są nieco tańsze (na dłuższa metę), a metro szybsze to te pierwsze mają wielu zwolenników. Rickshaw's stały się atrakcją centrum Londynu. Głównie możemy je spotakć w okolicach Soho (puby, kluby), a także Piccadilly Circus, Leicester Square, Trafalgar Square. 
Patrzcie jak mi pan do zdjęcia zapozował i jakie światełka ma w kółkach.

Przynam, że dawno nie byłam w ścisłym centrum i niedawno całkiem przypadkiem zaskoczyłam się ilością eko taksówek. Mam wrażenie, że teraz są ich setki...

Zgadnijcie kierowcy jakich krajów dominują na ulicach stolicy? Tak, tak są to nasi Rodacy, w tym kobiety:)

Wieczornym zawodem rikszarza zajmują się też Hiszpanie, Turcy, Kolumbijczycy, Francuzi, Czesi. Mężczyźni i kobiety w przedziale wiekowym od 20-60lat!

 Praca nie jest łatwa...zaczyna się po południu, a kończy późno w nocy. Weekendowe "Eldorado" trwa nawet do rana. Kierowcy muszą znać miasto, wiedzieć, gdzie są teatry, nocne kluby i stacje metra itp. Oczywiście trzeba mieć też predyspozycje fizyczne...Nie jest łatwo pedałować z 250kg chłopa na tyłach:) Co sprytniejsi zamontowali sobie silniki, żeby było łatwiej. Zarobki też są różne. Pojazd można wynając od firmy i wtedy wiemy ile musimy się najeździć, żeby wyjść na swoje. Nie znam konkretnych stawek:(( 
Moim zdaniem jest to praca też dość niebezpieczna. Niestety nie wszyscy kierowcy znają zasady przepisów drogowych. Na ich zdolności narzekają na taksówkarze, kierowcy autobusów i samochodów osobowych. Nie wspomnę o pijanych klientach...
Pomimo wymienionych mankamentow, wiele osób trudni się tym zawodem (jeżdząć cały rok, nawet zimą). Podziwam ich za wytrwałość.

Jeżeli planujecie odwiedzić Londyn i szukacie szybkiego środka transportu po centrum, to może skorzystacie? Cenę kursu można wytargować...przy odrobinie szczęścia, a nuż widelec trafi się Wam osoba znająca historię tego miasta? Przyjemne z pożytecznym:)

Coś mi mówi, że takowe pojazdy pojawiły się też w większych miastach Polski. Mam rację? Co myślicie o takiej przejażdżce?

Pozdrawiam i całuję Agi

Wen by Chaz Dean Sweet Almond Mint Cleansing Conditioner

Dziś recenzja do której przymierzałam się już od długiego czasu. Opóźnienie spowodowane było moimi bardzo mieszanymi uczuciami i tak naprawdę do końca nie wiem, co o tym produkcie myśleć. Ma swoje zalety, ale wad też mu nie brakuje. 
Dobra, ale zaczynamy od początku, muszę przedstawić osobnika. Już od kilku miesięcy panuje "moda" na mycie włosów nie szamponem, a odżywką . Ja też próbowałam i skutki mojego działania były bardzo różne, w 90% przypadków kończyły się negatywne. Sama idea mycia włosów odżywką nie jest zła i nie załamując się przeszukiwałam sieć w celu odnaleznienia "cudotwórcy". 
Znalazł się! Po przejrzeniu setek stron i przeczytaniu kilkunastu blogów, obejrzeniu kilku filmów na YT, zdecydowałam się na zakup:

Wen by Chaz Dean Sweet Almond Mint Cleansing Conditioner
Pomyślalam, że raz kozie śmierć i zaopatrzę się w zestaw, który ma straczyć na trzymiesięczną kurację odżywczą. 
W skład zestawu wchodzą:
✭Dwie butle odżywki myjącej Wen z wyciągeim ze słodkich migdałów i mięty, każda po 480ml,
✭Maska głęboko nawilżająca
✭Krem do stylizacji włosów
✭Spray nadający objętości włosom
Cena zestawu jest powalająca, bo kosztuje prawie 60 funtów (cena samej odżywki wynosi £25).
Mi deluxe kit udało się okazyjnie znaleźć na ebay i zapłaciłam za niego znacznie mniej. Pokusa była ogromna i żal było nie wziąć:) Przyszla kolej na obietnice producenta:
"Zalety systemu do pielęgnacji włosów Wen:
  • nawilża
  • odżywia
  • lepiej pielęgnuje i chroni kolor
  • oczyszcza
  • 97,5% więcej połysku
  • 90% mniej puszenia włosów
  • 90% więcej objętości
  • używa go 1 milion ludzi na całym świecie
  • oszczędza czas
  • oszczędza pieniądze
System pielęgnacji włosów Wen jest pozbawiony detergentów, substancji powierzchniowo czynnych i wszystkich agresywnych związki chemicznych, dzięki czemu w rzeczywistości oczyszcza włosy. Odbywa się to przy pomocy wyciągów roślinnych i odżywczych olejków. Dzięki temu oczyszczając skórę głowy jednocześnie nawilżacie włosy, nie wyjaławiając ich.
System do pielęgnacji włosów Wen działa na wszystkie rodzaje włosów! Jest idealny do włosów farbowanych, doskonale zachowuje kolor włosów, co pozwoli Ci zaoszczędzić pieniądze wydawane na farbowanie! 90 procent osób stosujących odżywkę oczyszczającą Wen potwierdziło, że ich włosy nabrały połysku, przestały się puszyć, nabrały sprężystości i objętości.

Jak stosować Wen?
 Nakładaj Wen obficie na włosy. Im więcej użyjesz tym dłużej zatrzymasz go na włosach i uzyskasz lepszy efekt. System Do Pielęgnacji Włosów działa bez względu na to, czy masz już na nich jakiś inny produkt, czy masz tłustą skórę głowy, albo po prostu masz naprawdę brudne włosy i chcesz je oczyścić. Pozostaw go na włosach tak długo, jak bierzesz prysznic. Na koniec kąpieli trzeba dokładnie i całkowicie spłukać środek. Kiedy woda spływająca z włosów będzie zupełnie czysta, mycie będzie zakończone. Bardzo ważne jest to, aby na koniec nałożyć odrobinę Wen na włosy, głównie na końce, by kosmetyk pozostał na włosach jako odżywka. Połysk na włosach, nawet gdy są mokre, wskazuje na ich nawilżenie i dobre odżywienie. Będą czyste i jedwabiste."
Powyższe informacje są ze srony Mango.  No same powiedzcie, czy nie skusiłybyście się na takie cudo? Paczka przyszła szybko i od razu zabrałam się za testowanie. Zapach jest przyjemny, mogę powiedzieć, że świeży (za sprawą mięty), ale dość intensywny. Włosy należy dobrze zwilżyć i podzielić na cztery sekcje na które nakładamy uwaga!!! nawet do 8 pompek odżywki!!! Tu od razu pojawia się problem ekonomiczności WEN. 

Zdjęcie ze strony Mango



Odżywka dobrze się rozprowadza i w moim przypadku wystarczyły 3-4 pompki na jedną partię włosów. Nie pieni się jak w przypadku tradycyjnych szamponów, ale przy masażu wytwarza się delikatna pianka.Odżywkę zostawimy na kilka minut i spłukujemy obficie wodą. Nakładam odrobinę na koncówki. Efekty po pierwszym użyciu były rzeczywiście zadowalające i byłam dobrej myśli. Drugi i trzeci raz też był niczego sobie. Problem pojawił się po ok 10 dniach. Zauważyłam, że moje włosy zaczęły się szybciej przetłuszczać (już następnego dnia nie wyglądały aktrakcyjnie). Miałam wrażenie, że są oklapnięte i ciężkie. Dotykając ich przy skórze głowy, czułam build up/nagromadzenie się się produktu, albo nieczystości (nie byłam do końca pewna). Miałam wrażenie, że każdy się przygląda moim włosom i że widzi te niedoskonałości, nie wytrzymałam i umyłam włosy szamponem z SLS. Czytałam wiele na ten temat i zdaje sobie z tego sprawę, że włosy będą zachowywały się inaczej po użyciu tak "naturlanego" produktu, a my przyzwyczajeni do "zwykłych" szamonów, możemy czuć się dziwnie, czytaj nieczysto. 
Odżywce dałam jeszcze kilka szans, ale za każdym razem efekt był inny...Raz włosy wyglądały idelanie, pięknie się układały, były odżywione i nawilżone, ładnie podkreślał się mój natutlany skręt włosów. Były też dni, że dopiero po wysuszeniu (zawsze naturlanym) miałam na głowie tłuste placki. I potem pojawia się stres, bo zaraz trzeba wychodzić do pracy, a włosy wyglądają jakby były nie myte od kilku dni. W pośpiechu wiązałam je w kitę i obiecywałam sobie, że to już ostatni raz. Pragnę wspomnieć, że w okresie używania produktów Wen zrezygnowałam z olejowania włosów.Z zestawu wypróbowałam też maskę i choć podobało mi się jej działanie, to nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie.Po kilku tygodniach prób, poddałam się.W tym czasie zużyłam prawie pół butelki odżywki!!! i nie wydaje mi się, żeby zestaw z pierwszego zdjęcia wystarczył mi na trzy miesiące... Zaletą na pewno był brak podrażnienia skóry głowy.   Żałuję, że nie mogłam uzyskać kontynuacji jakości i dlatego zestawu już się pozbyłam. Może sprawdzi się komuś innemu.  Czy używałyście kiedyś podobnego produktu? Co myślicie o myciu włosów odżywką?   PS. W tym miejscu muszę jeszcze wspomnieć, że słyszłam o niebyt fair zachowaniu producenta. Podobno jeżeli zamówi się je z oficjalnej strony, pozwalają sobie na wysłanie kolejengo zestawu po trzech miesiącach (oczywiście, żebyście się nie martwili, że zabraknie Wam cudeńka w łazience), nikogo o zgodę wcześniej nie pytając;(( Nie zapomną też o zabraniu pieniążek z konta, dlatego jeżeli planujecie wypróbowanie tego produktu, polecam inne źrodła zakupów.  Pozdrawiam Was gorąco i do usłyszenia  Agi x

Greckie specjały

Wiele razy Wam mówiłam, że bezinteresownie dając, dostaje się po stokroć więcej. Znajomi wracając z wakacyjnego raju, przywiezli nam niespodzianki. Dla całej trójki:P
Przyszłemu tacie - greckie piwko Mythos:)
Coś dla każdego, czyli korfiańska oliwa z oliwek, podobno słynąca z wyjątkowego, delikatnego smaku i cudownych właściwości.
No i oczywiście coś co tygryski lubią najbardziej, czyli cudeńko z kosmetycznego świata:
MYTHOS Body Butter Olive + Vanilla + Coconut
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej organicznej, greckiej firmie. 

Skład masełka jest bardzo ciekawy:
Możecie sobie wyobraźić jak pachnie mieszanka oliwy z oliwek, wanilii, kokosa, masełka shea i oleju migdałowego? Jeżeli nie, to powiem tak..budyń i lody waniliowe w jednym:) Bajka
Akurat złożyło się, że dosłownie dzień wcześniej, skończył się mój olejek i inne kosmetyki, które stosowałam na miejsca "stresowe" w ciąży. Masełko Mythos idelanie wpasowało się w moją chwilową lukę i niedopatrzenie kosmetyczne:) Jego konsystencja jest gęsta i treściwa, skóra z przyjemnością ją absorbuje. Nawilżenie jest niesamowite i choć nie zostawia tłustej powłoki to czuję go na skórze do nastęnego dnia (balsam aplikujemy zawsze wieczorem, po kąpieli). Skóra jest wygładzona i elastyczna. Gav mówi, że moja skóra lśni jak aksamit. Nawet nie wiedziałam, że mój mąż zna takie porównania. Jakie to romantyczne:) ahhh
Próbowałam znaleźć więcej inrofmacji o tej firmie i jej produktach (Olive Tree Cosmetics), ale ich strona www chyba nie działa:( 

Słyszałyście o niej? Może część z Was mieszka, bądz było na wakacjach w Grecji i zna te produkty? Z chęcią usłyszę Wasze opinie i ewentualne sugestie. 

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wspaniałego weekendu. Ja dziś czuję jesień w powietrzu i celebruję wolne chwile z herbatą i Wami:)
Całusy
Agi

Jamie's Italian

Po całym dniu dreptania ulicami Londynu, przeszedł czas na zasłużony posiłek. Wybraliśmy resturację Jamiego Olivera "Jamie's Italian".
 Zaraz się przekonacie dlaczego:)
Starter:
Moje danie (zdjęcie zrobine przy innej okazji)
Gavstera
Jedzenie jest po prostu fantastyczne. Smaki kompnują się ze sobą w przepiękny sposób i każde z nas miało ochotę na dosłowne wylizanie talerza.
 Jestem ciekawa, czy zgadniecie co cieszyło nasze podniebienie?
Serdecznie zapraszam, czy do restauracji, czy na stronę Jamiego, gdzie znajdziecie przepisy i inpisracje na wyjątkowe dania. Przepraszam, jeżeli narobiłam komuś smaka, ale musiałam Wam o tym napisać. 
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

Muzykanci w podziemiach

Przepraszam z długą nieobecność, ale mam lenia:) 
To tyle słowem wytłumaczenia, przechodzimy do sedna. 

W przeciągu kilku najbliższych dni pojawi się na moim blogu (jak Bozia da), kilka notek z  ciekawostkami prosto z Londynu. Zazwyczaj nie bywam często w centum stolicy (w sumie tam zawsze się najwięcej dzieje), ale wczoraj udało mi się zrobić kilka zdjęć, więc zapraszam.

 Dziś o Buskerach, czyli muzykach, którzy każdego dnia umilają podroż ponad 3.5mln osób w londyńskim metrze. 
Jest to jedna z najstarszych form "rozrywki ulicznej" i gry na instrumentach w otwartej przestrzeni z której teoretycznie może korzystać każdy... oczywiście małe datki pieniężne są mile widziane.
Wykonawcy posiadają niesamowity zakres instrumentów: gitary elektryczne i akustyczne, skrzypce, harmonijki, stalowe beczki, wiolonczele, akordeony, ukulele lub po prostu korzystają z własnego głosu. 
Ze wzglęgu na "uciążliwości" dla osób dojeżdżających do pracy, ta podziemna forma rozrywki została zakazana na prawie 100 lat, po to, żeby w 2001 roku słynny wiolonczelista Julian Lloyd Webber został pierwszym muzykiem, który oficjalnie stał się Tube Buskerem. Pan Lloyd-Webber dostał sześciomiesięczne zezwolenie na grę. 

Jeżeli uważacie, że i Wy macie talent i macie ochotę trochę sobie dorobić, to załatwienie legalnej licencji wcale nie jest takie łatwe:(

Od 2003 roku, oficjalnie został otwarty London Underground Busking Scheme. Na początek wynegocjonwano 35 miejsc na stacjach w centrum Londynu. 
Tak wygląda wydzielone stanowisko pracy:
żródło- internet
 Wszyscy muzycy pragnący uzyskać licencję muszą przejść casting. Proces składa się z przesłuchań: trzeba wykonać kilka utworów przed panelem dziennikarzy muzycznych, urzędników TfL i ekspertów branżowych. Zainteresowanie przystąpieniem do programu jest ogromne, a liczba miejsc ograniczona. Co oznacza licencja? Busketerzy mogą występować na niektórych miejscach na stacji, ale nie w pociągach.  
W całym centralnym Londynie, znajduje się 21 przystanków, gdzie przygotowanych jest 28 specjalnych miejsc (podobno najbardziej popularne i oblegane to:
Green Park,Tottenham Court Road, Piccadilly Circus i Leicester Square).  

Muzyk ma prawno do dwugodzinnego występu, ale jeżeli się spóźni, to poprzedni busker ma prawo do pobytu na następny dwugodzinnym przedziale czasowym.

Prezentowany jest każdy rodzaj muzyki dla wszystkich pokoleń, a wykonawcy pochodzą z całego świata (Azjia, Ameryka, Europa). 

Trochę nielegalny występ:
Na podziemnej scenie wystpili między innymi The Libertines, Julian Lloyd Webber, Badly Drawn Boy i Seasick Steve. Takie sławy przyciągają nie tylko turystów, ale i innych muzyków. Wykonawycy są także "rezerwowani" na wielkie wydarzenia i sesje nagraniowe. Niektrzy wystąpili przed rodziną królewską lub pracują z uznanymi muzykami, począwszy od Simply Red po angielską Operę Narodową. Wiele z artystów posiada dzienną pracę i grając w podziemiach spełnia swoje marzenia, bądz po prostu sobie dorabia. 

Ja muszę przynać, że zawsze z zaciekawieniem dosłuchuje, co czeka mnie za rogiem. Lubię, kiedy jadąc ruchomymi schodami w dół, muzyka staje się coraz głośniejsza i zazwyczaj poprawia mi humor. Od dwóch lat nie podróżuje już metrem tak często i muzyka na żywo, to chyba jedyna rzecz, której tak bardzo mi brakuje (zupełnie nie tęsknie do ścisku, przykrych zapachów, przepychania itp.)

Co myślicie o muzykach w metrze?  Spotkaliście ich w London Underground?

Na koniec mały bonus, święte słowa:

                                          

Pozdrawiam i do usłyszenia:) Agi

Sally Hansen Airbrush Legs, czyli "nożny" podkład

Produkt, który od "zawsze" widziałam na sklepowych półkach, ale nigdy nie myslałam, że może mi się przydać. Po co komu rajstopy w sprayu? 
Do zakupu namówiła mnie Agnieleczka i Missglamorazzi. Dostępne w kilku odcieniach: Deep Glow, Light Glow, Medium Glow i Tan Glow. Cena w UK waha się od £9.99-£12.99. Ja trafiłam na promocję (jak zwykle) i w Superdrug zaplaciłam £7.49, skusiłam się na odcień Tan Glow. 
 
Sally Hansen, Airbrush Legs, czyli Perfekcyjne nogi - rajstopy w spray'u. 
Co mówi producent: Fluid w spray'u Sally Hansen to preparat opracowany z myślą o nogach. Jest jak rajstopy w spray'u. Nogi wyglądają wspaniale, są gładkie i seksowne, nie tracąc przy tym uczucia lekkości i swobody - nawet w upalne dni. Bez skazy, bez zarzutu, zdrowo wyglądające nogi: jedwabne w dotyku i optycznie wyszczuplone. Fluid w spray'u zawiera puder oraz cząsteczki jedwabiu. Dodatkowo został wzbogacony witaminą K, która łagodzi występowanie żylaków, siniaków i blizn. Po wyschnięciu Fluid w spray'u nadaje efekt przypominający pończochy. Produkt dostępny w czterech odcieniach: jasny, naturalny, jasny brąz i ciemny brąz. W opakowaniu jest 75ml, czyli 85 gramów. 

Dla zwolenników angielskiego:

Ja rajstopki testuję od kilku dni i zgadzam się, że wszystkim o czym zapewnia etykieta. Po ostatniej depilacji woskiem, zeszła moja opelnizna St. Tropez i musiałam się jakoś ratować. Nie wiem dlaczego, ale moje nogi nie opalają się prawie wcale:(( Święca białością w ciemnościach. Ponieważ jestem typem szałaputa, często nabijam sobie przypadkowe śiniaki. Nie wygląda to najpiękniej i lepiej się czuje z odrobiną koloru na nogach. Ostatnio okazji do użycia podkładu miałam wiele, bo i moje urodziny i ślub przyjaciółki...Rajstopy sprawdzają się idelanie. Kilka dni wcześniej zrobiłam próbną aplikację i na początku kolor wydaje się być bardzo pomarańczowy i ciemny, ale po kilku sekundach rozsmarowania, idealnie się wtapia i tworzy niesamowity efekt. Można go aplikować na dwojaki sposób:
- Prosto z puszki, uwaga trzyba się spieszyć, bo dość szybko zastyga. Ważne jest, żeby nogi były nawilżone/nabalsamoane.
- Można go zmieszać z ulubionym balsamem do ciała. Trochę wolniej się wchłania, ale efekt jest jeszcze bardziej naturalny. 
Trzyma się cały dzien (nawet wtedy, kiedy jest ciepło) i maskuje drobne przebarwienia, żyłki, siniaki itp.
Zmywa się pod prysznicem, ale trzeba użyć gąbki. 

Jeżeli chcecie zobaczyć proces aplikacji, zapraszam na film Agi:
http://www.youtube.com/watch?v=N7cFoWVNPa8

Jeszcze nie wiem jak wygłąda sytuacja wydajności. Używłam go 4-5 razy i nie czuję dużego ubycia z puszki...zobaczymy
Wadą może być niestety cena...uważam, że ponad 50zł za takie małe cuś to dużo, ale muszę przynać, że działa w 100%.
Wcześniej próbowałam użyć rożnych podkładów do wyrównania koloru skóry na nogach z różnym skutkiem...najlepiej się sprawdzał MAC Face&Body, ale czasami zostawiał ślady na ubraniach i miał bardzo delikatne krycie. 

Dajcie mi znać, czy kiedyś próbowałyście tego wynazku i co o nim myślice;) pozdrawiam 
Agi

Aga blachara

Poprosiłam męża, żeby podwiózł mnie na pocztę, bo musiałam odebrać paczuszkę. Akurat wracał z jazdy próbnej i zdarzyło się, że przyjechał najnowszą firmową zabawką.
Toyota GT86
WOW
 Mało jaki samochód robi na mnie wrażenie, ale ten z obrazka podoba mi się...
Mogłabym taki mieć:))
Prawie jak PIMP:PP 
Come on baby, do you fancy a ride?
Look at my clocks:)) Ohh yeah
Gavin oznajmił, że musi go mieć (ciekawe za co?). Niektórzy z Twitka może pamiętają, że tydzień temu mój mężu ścigał się takim na torze w Donington Park i jak on to skromnie określił, całkiem dobrze sobie radził. Ahhh faceci:)

Nie będę zanudzać Was szczegółami technicznymi (o zgrozo znam się na tym!!! pozostałości po kilkuletniej pracy w branży motocyklowej), ale wydaje mi się, że pasowałby do mojej torebki:
Wracając do rzeczywistości: paczka odebrana i o jej zawartości będzie kolejny wpis:) Obiecuję, że 100% kosmetyczny. Pierwsze zamówienie z Truskawki
Mogę Wam zdradzić mały sekret? Prawo jazdy mam od prawie dwunastu lat, a boję się jeździć:((( Czy tylko ja tak mam? Przerażają mnie wąskie uliczki Londynu i parkowanie...A jednym z moich największych marzeń jest bycie dobrym kierowcą:) Macie jakieś sugestie? Chyba muszę przegonić stracha i wziąć się w garść:) 
Pozdrawiam 
Agi