linia
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieesia25. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieesia25. Pokaż wszystkie posty

Skusiłam się na coś, czyli Marie Claire i RED Magazine

Dzięki Wam dowiedziałam się, że oprócz wspomnianych przeze mnie w poprzednim poście magazynów z dodatkami pojawiły się jeszcze inne:
W Marie Claire jeden z dwóch odcieni lakieru do paznokci Ciate (złoto albo łosoś) + balsam do ciała Jurgen

W Red Magazine do wyboru jeden z trzech kosmetyków ekskluzywnej firmy Aromatherapy Associates
 Oprócz tego próbka perfum Calvin Klein Euphoria i podkładu Estee Lauder
 Po raz pierwszy od miesięcy i ja skusiłam się na coś "magazynowego". Wybrałam maseczkę, choć polowałam na krem.
Dopiero w domu zobaczyłam, że maska jest zrobiona w Chinach...trochę mnie to zdziwiło. Ciekawe czy pełnowymiarowy produkt, ktorego jest dwa razy więcej i kosztuje £36.00, też jest tam wyprodukowany. Nie znalazłam tej informacji na stronie producenta. 
Różaną, nawilżającą maseczkę nałożyłam na całą noc i skóra rzeczywiście jest mięciuchna, ale jeszcze nie wiem, czy to efekt wow!! Zobaczymy jak się sprawdzi po kilku użyciach. 
Poszukam jeszcze kremu.

To tyle na dziś;)

Ciao

Agi xxx

Testuję i szukam czegoś na lato

Po nieudanym występie podkładu Revlon Nearly Naked, naszła mnie ochota na wybróbowanie czegoś nowego. Szukam produktu, który sprawdzi się w nadchodzącym sezonie wiosenno-letnim, będzie rozświetlał skórę, pielęgnował ją i zakrywał niedoskonałości. Musi się trzymać kilka godzin, nie wchodzić w pory, dużym bonusem będzie filtr przeciwsłowneczny. Czy wymagam za dużo? ekhem
Przeglądając sieć po raz kolejny (jak bumerang) uśmiecha się do mnie krem tonjący  
Chantecaille - Just Skin. 
W niedzielę poszłam na łowy. Zanim kupię tak sick!!!! drogi kosmetyk, muszę go obejrzeć z każdej strony. 
Pani w SpaceNK najpierw zmyła mój makijaż i po aplikacji kremu z tejże fimy (o cene bałam się nawet zapytać) pędzlem wymazała mi buzię wyżej wymienionym kosmetykiem. hmmm miała/miałyśmy problem z doborem koloru i po pierwszej próbie nie było ciekawie. Śmiem rzec, że wręcz komicznie. W sztucznym świetle nie bylo tak źle, ale jak tylko podeszłam do okna, w lusterku ujrzałam umpę lumpę! 
upsiii to może jednak inny odcień?
 Następny kolor w palecie i było już lepiej. Oczywiście, jak to zwylke bywa po takich sklepowych aplikacjach, nadmiar kremu na buzi musiałam rozetrzeć własnymi palcyma. Efekt jaki ujrzałam w lustereczku był o wiele bardziej przyjemny. Powiedziałam Pani, że muszę z nim "trochę pochodzić" i sprawdzić jak zachowa się na skórze po kilku godzinach.
Wieczorem nadał wygłądał ładnie, buzia nadal była rozświetlona (dostałam nawet komplement od jednej przypadkowej pani), więc chyba wpadłam jak śliwka w kompot. 
Pojawia się pytanie: Czy Chantecaille działa, bo chcę żeby działał? może to zasługa kremu nałożonego przez panią w sklepie, czy dobrego składu?

Myślę o nim namiętanie i z pomocą przyszła kumpela, której bloga możecie odwiedzić tu link.
Dostałam próbkę
 Po kilku dniach testowania, alebo się wyleczę, ale zachoruję bardziej:)) Jak myślicie?
Po roztarciu na dłoni wygąda tak:
Widać? nie widać?

Anita pożyczyła mi też krem BB, który teoretycznie spełnia moje oczekiwania, więc muszę dać mu szansę.
Sama jestem ciekawa efektów i oczywiście zdam relację z testów.

Pozdrawiam Agi

Ps. Po wyjściu z Space NK, zapytałam Gava jak wygląda moja buzia? A on do mnie: Ale ja nie wiem na co mam patrzeć? Mowię mu: na skórę, a on, że wygląda ładnie jak zawsze....i weź tu z nim się dogadaj:))
 faceci:))

Tydzień! ♡

Mężczyźni mojego życia smacznie śpią, a ja znalazłam chwilę, żeby Wam podziękować za wszytskie życzenia i wiadomości, które od kilku dni zostawiacie pod moimi postami;) 
Jesteście wielcy i wasze słowa dodają mi otuchy i siły każdego dnia i nocą też hahaha 

Nie mogę uwierzyć, że to już tydzień...łapiemy każdą sekundę, bo czas ucieka jak szalony:)

Koszytając z okazji chcę Wam pokazać kilku niezbędników, którzy zdecydowanie ułatwili nam pierwsze dni życia.
Mokre chusteczki Derma H2O WaterWipes, składają się w 99.9% z wody i 0.01% ekstraktu owocowego...nic więcej. Niezastąpione w czyszczeniu malutkiej pupci. Nie podrażniły małego, są zupełnie bez zapachu i na pewno będę do nich wracać. Miałam mały problem z ich zdobyciem (można je zamówić na Amazon, Ocado) ale było warto. Polecam na 100%

Pieluszki Naty by nature. Mówiłam Wam wcześniej, że chcę używać pieluszek wielorazowych, jednak przez pierwsze tygodnie, przynam bez bicia, że ze wzglęgu na lenistwo i zmęczenie, używamy tych. Zużyliśmy już dwa opakowania haha!!!!! Szał ciał. I te serducha ajjj ♡

Babylove Mama Krem/maść na bazie lanoliny z olejem kokosowym i olejem jojoba okazała się zbawieniem dla karmiącej piersią mamy. Maść ma fantastyczne właściwości natłuszające i moja kumpela ze Słowacji chyba wiedziała co robi, wysyłając mi go kilka miesięcy temu. Niedawno pisała też o nim Megi link.
 
Na sam konieć, żeby nie bylo wątpliwości, kto jest szefem:))

 
 Muszę lecieć, bo mój chrupek (jak to mówi Paulina) się budzi:))

całuję i do usłyszenia wkrótce;)

Agi-Mama 
♡♡♡

MUA Fur Effect Nails, czyli futrzakowe paznokcie

Na paznokciach była już rybia ikra, przyszła kolej na inne zwierzaki. Tym razem futerkowe wrauuu.
MUA Fur Effect Nails
Zdjęcie ze strony MUA
Podobnie jak w przypadku kawioru, firma MUA ściągnęła pomysł od Ciate i ich Velvet Manicure, zmieniła się tylko gama kolorystyczna i cena.

Jeżeli macie ochotę zobaczyć recenzję zestawu Ciate, to po raz kolejny posłużę się Urbi (jest niezastąpiona w te klocki) link.

 Sposób użycia:
I filmik z instruktażem efektem końcowym:

W płaskim plastikowym pudełeczku zamknięte jest 1.5g pluszakowego pyłu, który w przyliżeniu wygląda tak:
Jedyne co mnie zastanawia to rożnica w cenie na stronie (£2) i w sklepie (£3), ale może się nie znam...nie wiem. 
Na misiakowe paznokcie miałam ogromną ochotę, ale po raz kolejny zdrowy rozsądek wygrał i wszyłam ze sklepu tylko z golarkami (pierwotny cel wizyty). No bo w sumie co zostanie po futerku jak umyjemy dłonie bądz naczynia?

Co myślicie o takim sposobie ozdoby paznokci? Idelane na wyjątkowe wyjście, ale chyba bardzo niepraktyczne:(
Całusy
Agi

Nail Constellation, czyli tańsza wersja kawioru Ciate

Podczas jednego z moich ciężarnych, żółwich spacerów zajrzałam do Superdrug i moją uwagę przykuła szafa MUA (Make Up Academy), a konkretnie cudeńka do ozdoby paznokci.
Wiele, wiele z Was pytało mnie , czy może testowałam słynny kawior od Ciate, o którym pisała Urbi link
Ciatowska irka kusiła mnie, ale zdrowy rozsądek mówił, że za tę cenę chyba nie warto...czułam, że na moich paznokciach nie przetrwa nawet dnia. 
Ucieszyłam się jak głupi do sera, kiedy na półce zobaczyłam "paznokciową/gwiezdną konstelację" za frakcję ceny.
Kulki 3d są dostępne w pieciu kolorach, a ich nazwy to znaki zodiaku:
Zdjęcie ze strony MUA

Sposób aplikacji:
Kolory z bliska

Na stronie MUA znalazłam też filmik z instrukcją obsługi i efektem końcowym:

W słoiczku z aplikatorem mamy 14g kuleczek i kosztują nas £3.
Żeby nie fakt, że 3D mani i opieka nad dzieciątkiem nie idą w parze, nie kupiłam...ale Wy może się skusicie.

W następnej notce, pokażę Wam jeszcze jedną nowość paznokciową...coś futrzakowego:)

Pozdrawiam 
Agi

PS. Wiem, że nie powinnście mieć najmniejszego problemu ze znalezieniem kawioru w PL. Polecam sprawdzenie osiedlowych drogerii i allegro.

Alpha-H 3in1 Action Balancing Cleanser

Skończyła się Emma Hardie link (bardzo się polubiliśmy, ale duży minus za wydajność),  Liz Earle link (miłuję, ale chciałam coś nowego) i próbka żelu do mycia twarzy Mythos (nie mam zdania)...przyszła kolej na new baby in da house. 
Idzie wiosna, więc zdecydowałam się odstępstwo od treściwych konsystencji i mój wybór padł na:
 Alpha-H 3in1 Action Balancing Cleanser 
Profesjonalna formuła z wit E i sokiem z aloesu delikatnie oczyszcza buzie z oleju i makijażu, lekko nawilżając skórę i ją balansując.
Kremowa konsystencja produktu podobno nadaje się do wszystkich rodzajów skóry
Podoba mi się idea 3w1: 
oczyszcza, radzi sobie również z makijażem oczu
✓ łagodzi podrażnienia wrażliwej skóry i przynosi ukojenie jej suchym partiom 
równoważy zaburzenia pH skóry. 
Producent zapewnia, że skóra pozostaje miękka, ukojona i oczyszczona bez uczucia ściągnięcia.
 Zaleca się użycie kremu ze szmatką muślinową (ściereczką), czyli coś co lubię.
Skład (przepraszam za jakoś zdjęcia)
Butelka mieści 200ml produktu i ma wygodną pompkę, która niestety nie wytrzymała podróży, choć była bezpiecznie zapakowana.  
Poużywam go trochę i powiem, czy warto:))
Zamówiłam go ze strony beautybay.
Życzcie mi szczęścia w testowaniu
Pozdrawiam 
Agi xxx

Oj Heleno, Heleno

Obiecałam, że po kilku tygodniach z Heleną opowiem Wam o naszym związku. Trochę przykro mi, bo głęboko wierzyłam, że to będzie gorąca, namiętna i szczera miłość...
Czas pokazał, że naszą znajomość bardziej określilabym jako przelotny romans...

Zdjęcie z "gołym" okiem
Z jedną warstwą:
i dwiema:
Lash Queen Feline Blacks oczywiście pomalowała mi rzęsy, ale wydaje mi się, że podobny efekt mogę uzyskać drogeryjną maskarą. 
Tusz jest dość suchy (wiem na 100%, że jest świeży i nie był wcześniej otwierany) i dopiero po kilku użychach "odżył" w tubce. 
Złote opakowanie w centki cieszy moje srocze oko, a struktura tubki jest wykonana z luksusowego metalu? 
 Szczotka jest duża, wygodna w użyciu i równomiernie rozporwadza produkt. Tusz nie osypuje się przez cały dzień i daje intensywny czarny kolor. Głównym zadaniem maskary jest pogrubienie i podkręcenie rzęs i w pewnym sensie robi swoje, ale nie nazwałabym tego efektem glamour. A może moje rzęsy zmieniły się na gorsze?

Jednym z największych minusów Helenki jest jest wygórowana cena i dostęność...

Trochę ciężko było mi napisać tę notkę jako, że tusz był prezentem urodzinowym od Madzi (77gerda) i chciałabym żebyście wiedziały, że żadna z nas nie miała/ma złych intencji. 

Reasumując: Maskarę zużyję z przyjemnością, ale moim zdaniem jej cena nie jest adekwatna do jakości.
Jestem też ciekawa jak długo będzie mi służyć? O tym przekonam się pewnie za jakiś czas.

Chciałabym też Wam pokazać, że po filmiku innej Magdy (FlorenceBeauty) skusiłam się na drogeryjnego kolosa.
Na zdjęciu widać też prezent świąteczny od koleżanki. Maskara firmy Mally, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Mally używam kilka razy i choć trochę skleja rzęsy, to podoba mi się efekt jaki nią można uzyskać.
Colossal od Maybelline poczeka jeszcze trochę na swoją kolej, ale jak się do mnie pięknie uśmiecha...ahhh może to ten jedyny? Kto wie, kto wie?

Sięgam pamięcią wstecz i próbuję sobie przypomnieć, która maskara kręciła mnie najbardziej i chyba najprzyjemniej wspominam Lancôme Hypnôse Star, Covergirl Lashblast i dawno dawno temu MaxFactor 2000calories. 

Jakie są Wasze maskary wszech czasów?
Agi xxx

Je m`appelle Sophie, Sophie la girafe

Wyprawka dla mojego maleństwa już teoretycznie gotowa. W praktyce okaże się, czy wybraliśmy odpowiednie rzeczy. Mówię wybraliśmy, gdyż w naszym gniazdku rodzinnym mój mąż czynnie angażuję się we wszystko co związane z naszym bobo. 
Przy wyborze wszelakich dobroci stawiamy na ich praktyczną stronę, ale w niektórych przypadkach poddaliśmy się i co tu dużo mówić...Zosia Żyrafa skradła nasze serce:)
To Gavin powiedział mi o jej istnieniu (a ma już ponad 50 lat!) i to on zdecydował, że musi z nami zamieszkać. I tak urodzona w Paryżu kultowa żyrafa stała się jedną z pierwszych zabawek naszego szkraba. Przeglądając sieć w poszukiwaniu informacji o Sophie nie da się nie zauważyć, że paryżanka szturmem zdobyła cały świat. Kochają ją dzieci i rodzice z każdego kontynentu, nawet te bardzo wybredne z Hollywood link.
Nas Sohpie zauroczyła pogodnym uśmiechem i jakością wykonania. Nie wiedziałam czego spodziewać się po gumowym gryzaku i trochę sceptycznie podeszłam do niej na sklepowej półce. Jakże miło się zaskoczyłam kiedy 18centymetrowa zabawka okzała się dosłownie jedwabista w dotyku. Wykonana ze 100% naturalnej gumy otrzymywanej z soku drzewa Hevea, a do namalowania kontrastowych łatek użyto tylko spożywczych farbek (stymuluje wzrok). 
Naprawdę ładnie pachnie i jest mięciuchna. 
Dzięki jej kształtom (długim nogom, odstającym uszom itp...) poręczna i co najważniejsze dzieciaki uwliebiają ją gryźć, ssać i tulić (przynosi ukojenie dziąsłom). 
Przy naciścięciu delikatnie piszczy.
Nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać, aby się przekonać, czy nasze małpiątko zaprzyjaźni się z Zosią. 

Jak myśliscie? Polubią się? 

Agi x

Ps. Sprawdzałam informacje o dostępności Sophie i dla osób mieszkających w UK możecie ją dostać na stronie link,
I ku mojemu zdziwieniu mamy też naszą ojczystą stronę link.

Ps2. Z innych zabawek mamy jeszcze królika, pozytywkę i Freddiego robaczka świętojańskiego (też Gavin wybrał). Na dobry początek powinno być w sam raz:)

YOU Beauty Advent Calendar, czyli urodowy kalendarz adwentowy

W zeszłą niedzielę oficjalnie rozpoczął się adwent. Czas radosnego oczekiwania na przyjście Jezuska. 
Z dzieciństwa pamiętam tradycyjne okienkowe kalendarze ukrywające 24 czekoladki i to jaką radość sprawiało mi ich otwieranie. Choć czekolada smakowała jak każda inna, ale było w niej coś magicznego.

Czasy się zmieniły i już nie jestem dzieckiem, ale niespodzianki cały czas lubię. Mogę się założyć, że większość z Was ma podobnie i na pewno ucieszyłaby Was bezkaloryczna wersja takowego kalendarza. 
Przecież jesteśmy tego warte:)
Pudełko z czerwoną kokardą wypełnione jest okienkami różnej wielkości za którymi każdego dnia możemy znaleźć nowinki kosmetyczne, czyli coś co tygryski lubią najbardziej. 
Za drzwiami z numerem 1 krył się słodki aniołek. Czerwony lakier do paznokci Mavala
Dzień 2 należy do Vintage Company zalotki
Za kartonowymi okienkiem trzeciego dnia czekała maskara firmy Benefit They are real
Wyobrażacie sobie podeskcytowanie każdego ranka? 
Ja tak. 
Niestety kalendarz nie należy do mnie:((
Szczęśliwą posiadaczką jest moja koleżanka, która ochoczo zaproponowała mi "pochwalenie" się mi i Wam każdego dnia, co znalazła w środku. Urodowy kalendarz adwentowy możecie zamówić z link

Przeglądając sieć znalzałam jeszcze kilka innych wersji takowego  kalendarza:
Chyba najpopularniejszy to ten z Selfridges link
 Liz Earle link
CIATE Mini Mani Month advent calendar link

Już za kilka dni kolejna notka z porcją niespodzianek zza okienek:)
Co myślicie o takim prezencie? Chciałbyście otrzymać coś podobnego? 

Pozdrawiam cieplutko i do usłyszenia 
Agi

Mufki dla mam

Dawno nie miałam okazji używć tego słowa i dzieszę się, że w końcu mi się udało:) Mufka kojarzy mi się z księżniczką i choć do jednej mi daleko to z przyjemnością pokażę Wam do czego będę używała mojego zestawu już za kilka miesięcy:)
Moje dłonie od zawsze przypominały kostki lodu i jak tylko wypatrzyłam ten wynalazek na targach dla bobasów (tych sprzed miesiąca w Bluewater) to wiedziałam, że muszą być moje:) Piszę o nich tu, bo zapomniałam wspomnieć o nich w filmie, który nakręciłam tego dnia.
Na zewnątrz wykonane są z wodoodpornego materiału, a środku czeka na nas niesamowicie miękkie futerko.
Rzepy na końcu są wygodnym i uniwersalnym rozwiązaniem sprawiającym, że ocieplacze pasują na praktycznie każdy model wózka.
Ponieważ nasze auto jeszcze nie przyjechało, aby zaprezentować działanie skorzystałam z pomocy krzesła.
Zdjęcie z modelką, czyli mną:)
Firma założona przez francuską projektantkę Rebeccę Campora, 7 A.M.® ENFANT łączy w sobie elementy mody, praktyczności, uniwesalności i miejskiego stylu.
Mam nadzieję, że będą nam dobrze służyć.

Ponieważ w Polsce zima i pewnie nie jedna z Was wie, że klasyczne rękawiczki przy dziecku nie mają racji bytu, pomyślalam, że ten post zainspiruje Was do poszukiwań mufek/ocieplaczy.

Miłośnicy jazdy rowerem też pewnie nie pogardziliby takim cedeńkiem:).
Muffki kupiliśmy okazyjnie taniej (tego dnia zaoszczędziliśmy kupę kasy) i kosztowały nas ok. ₤20.

Dajcie znać co myślicie o takim rozwiązaniu
Pozdrawiam i do usłyszenia

Agi xx

Zdradziłam

Nie mam za wiele na swoje wytłumaczenie. Zakupiona już jakiś czas temu czekoladowa rozkosz uśmiechała się do mnie z szafki pod zlewem. Nadal wielbię peeling Pat&Rub, ale aura za oknem sprawiła, że miałach ochotę na coś bardziej...no wiecie, jak to jest...
W plastikowym opakowaniu mieszka 200ml produktu, który w swoim składzie zawiera prawdziwe masło kakaowe i organiczny cukier trzcinowy. Zapach jest obłędny i naprawdę ma się ochotę na mini degustację...
Konsystencja jest przyjemna, dość rzadka i tu pojawia się pierwszy problem. Chocomania jest bardzo niewydajna i po nałożeniu na skórę prawie automaycznie z niej spływa:( 
Cukier (czynnik ścierający) szybko się topi co sprawia, że peeling należy do kategorii delikatnych.
Skóra po nim jest gładka i nawilżona, ale taki efekt można uzyskać wieloma tanśzymi zamiennikami.
Ja czekoladkę kupiłam jak zwykle w promocji i raczej do niej nie powrócę. Moim numerem jeden peelingów z TBS jest niezmiennie od lat wersja z mango (choć nie używałam jej już od długiego czasu...na rynku tyle cudeńek czeka na wypróbowanie).

Na obronę chocomanii muszę zaznaczyć, że nie jest zrobiona na bazie parafiny (z tego co się orientuję, żaden z ich produktów nie ma jej w składzie), czyli na pewno nie da nam złudzenia odżywionej i nieskazitelnie gładkiej skóry, jak to bywa w przypadku peelingów z paraffinum liquidum na pierwszym miejscu liście składników. 

Reasumując czekoladka uwiodła moje serce zapachem, ale wydajność i "ścieralność" pozostawia wiele do życzenia. Regularna cena £12.50 to też chyba trochę za dużo...
Wracam z Pat&Rub, czarnego mydła peelingującego ALEPP i rękawicy kassa:)

Próbowałyście czekoladowej manii? Pojawiły się na polskim rynku jakieś nowości, o których ja Agusława jeszcze nie wiem? Oświećcie mnie, proszę.
Pozdrawiam 
Agi x

Kawałek gwieździstego nieba za £1

Lubię takie okazje. Koszula z Zary za £1.
Wypatrzona na car boot sale w Battersea (południowo-zachodnim Londynie). 

W Polsce często chodziłam na "szmaty" i do dziś pamiętam jaką satysfakcję sprawiało mi wyszukanie czegość hyper cool za grosze.  Mieszkając na wypach czuję niedosyt, mamy tu tzw. charity shops (je też często odwiedzam), ale to nie to samo...

Już jutro na moim kanale pojawi się film w którym pokażę Wam co jeszcze upolowałam (dosłownie kilka drobiazgów). Przy okazji zabierzemy Was na mini wyczieczkę po Battersea Park.

Z góry zapraszam i pozdrawiam
Agi 

Ps. Lubicie ciucholandy?

London rickshaw, czyli eco alternatywa dla black cab

Riksze w Londynie pojawiły się kilka lat temu. W przeciągu kilku miesięcy "przechwyciły" nocny rynek poruszania się po centrum miasta i choć tradycyjne taksówki (balck cab) są nieco tańsze (na dłuższa metę), a metro szybsze to te pierwsze mają wielu zwolenników. Rickshaw's stały się atrakcją centrum Londynu. Głównie możemy je spotakć w okolicach Soho (puby, kluby), a także Piccadilly Circus, Leicester Square, Trafalgar Square. 
Patrzcie jak mi pan do zdjęcia zapozował i jakie światełka ma w kółkach.

Przynam, że dawno nie byłam w ścisłym centrum i niedawno całkiem przypadkiem zaskoczyłam się ilością eko taksówek. Mam wrażenie, że teraz są ich setki...

Zgadnijcie kierowcy jakich krajów dominują na ulicach stolicy? Tak, tak są to nasi Rodacy, w tym kobiety:)

Wieczornym zawodem rikszarza zajmują się też Hiszpanie, Turcy, Kolumbijczycy, Francuzi, Czesi. Mężczyźni i kobiety w przedziale wiekowym od 20-60lat!

 Praca nie jest łatwa...zaczyna się po południu, a kończy późno w nocy. Weekendowe "Eldorado" trwa nawet do rana. Kierowcy muszą znać miasto, wiedzieć, gdzie są teatry, nocne kluby i stacje metra itp. Oczywiście trzeba mieć też predyspozycje fizyczne...Nie jest łatwo pedałować z 250kg chłopa na tyłach:) Co sprytniejsi zamontowali sobie silniki, żeby było łatwiej. Zarobki też są różne. Pojazd można wynając od firmy i wtedy wiemy ile musimy się najeździć, żeby wyjść na swoje. Nie znam konkretnych stawek:(( 
Moim zdaniem jest to praca też dość niebezpieczna. Niestety nie wszyscy kierowcy znają zasady przepisów drogowych. Na ich zdolności narzekają na taksówkarze, kierowcy autobusów i samochodów osobowych. Nie wspomnę o pijanych klientach...
Pomimo wymienionych mankamentow, wiele osób trudni się tym zawodem (jeżdząć cały rok, nawet zimą). Podziwam ich za wytrwałość.

Jeżeli planujecie odwiedzić Londyn i szukacie szybkiego środka transportu po centrum, to może skorzystacie? Cenę kursu można wytargować...przy odrobinie szczęścia, a nuż widelec trafi się Wam osoba znająca historię tego miasta? Przyjemne z pożytecznym:)

Coś mi mówi, że takowe pojazdy pojawiły się też w większych miastach Polski. Mam rację? Co myślicie o takiej przejażdżce?

Pozdrawiam i całuję Agi