Dziś na tapetę pójdą moje dezodoranty.
Pewnie część z Was zapyta po co mi aż trzy...już tłumaczę.
Ten najmniejszy kupiłam już dawno temu i sprawdzał się jesienią i zimą. Kiedy temp. za oknem wzrosły deo po prostu przestał się sprawdzać. Należy go aplikować na lekko zwilżoną skórę. Ponieważ jest to zbity kryształ soli, trzeba uważać, bo może podrażnić skórę pod pachami...szczególnie po depilacji. Wróce do niego i spróuję zużyć, ale brakowało mi jakiegokolwiek zapachu...
Po kilu dniach lepkiego dyskomfortu pod pachą, zdecydowałam się na powrót do klasyka, którego używłam kilka lat temu.
Kulkę Nivea lubię za zapach i cenię za niezawodne działanie. Daje mi całodzienne uczucie świeżości i zadbane pachy. Idelana na lato.
Miesiąc temu skuszona promocją w The Whole Foods, zakupiłam morelowy deo z Jason. Przyjemniejszy dla ciała skład i cudowny świeży zapach. Cieszyłam się, że w może w końcu znalazłam odpowiednik Nivea.
Oj jak się zawiodłam:((( Muszę jeszcze zaznaczyć, a nie wspomniałam o tym wcześniej, że ja nie należę do osób szczególnie potliwych i w moim przypadku nawet najzwyklejszy dezodorant z drogerii sprawdzi się w ekstremalmnych warunkach.
Po morelowym jasonie pod pachami czułam nieprzyjemną lepkość i generalny dyskomfort.
Wykańczam kulkę z Nivea i jesienią dam jeszcze jedną szansę Jasonowi i solnej kuli.
Jaki są Wasze ulubione dezodoranty?
Zwracacie uwagę na skład przy wyborze tego kosmetyku?
Ja chciałam uniknąć aluminium (czytałam kilka ciekawych pozycji, o związku pomiędzy nim, a zachorowaniem na raka piersi), a wygląda na to, że ciężko mi znaleźć działający "aluminium free" deo.
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi




