Ja, Agusława maniaczka produktów do włosów nie byłabym sobą, gdybym nie nabyła gadżetu o którym mówi się wszędzie.....Ci co śledzą mnie na YT może pamiętają, że pare miesięcy temu zakupiłam
THE ORIGINAL MOROCCANOIL® OIL TREATMENT
Produkt jest w ciemnej, solidnej, szklanej butelce, jego poejmność to 100ml. Połaczenie turkusu i pomarańczy tworzy bardzo atrakcyjny dla oka zestaw kolorystyczny. Producent zapewnia nas, że produkt błyskawicznie wchłania się we włosy, nadająć im urzejakacy połysk i długotrwałe odżywienie. Produkt eleminuje "puszenie", pomaga przy rozczesywaniu włosów, dodaje im sprężystości i czego tylko sobie dusza zamarzy:))
Oprócz tego chroni przed szkodliwym pormieniewaniem słonecznym i przed ciepłem suszarki albo porostownicy. Zawiera olejek arganowy. Olej ten jest nazywany "złotem Maroka" zaliczany do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania.
Olej arganowy jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (80%), głównie kwasy omega-6 i omega-9. Poza tym
zawiera dużą dawkę witaminy E. Używają go gwiazdy Hollywood (też chce mieć takie loki jak ONE).. No jakże miałam go nie kupić po usłyczeniu tylu superlatyw?
Cena regularna tego produktu nie jest mała bo aż £30. Mi udało się go znaleźć na magicznym ebay za 2/3 ceny więc skusiłam się i kupiłam to cudeńko.
Należy nalożyć dosłownie minimalną jego ilość w wilgotne włosy (najlepiej końcówki). Jak widać na załączonym obrazku na dłoń wylałam Wam odrobinkę oleju, rozcieramy go w dłoniach i siup na włosy.
Zapach jest bardzo przyjemny i kudełki rzeczywiście szybko absorbują produkt...czy szybciej wysychają? Nie wydaje mi się! Czy nadaje połysk i dodaje włosom sprężystości? Tak! Tak Tak
Po dwóch tygodniach regularnego stosowania zauważyłam, że coś jednak jest nie tak...mianowicie końcówki w żadnym przypadku nie były rozdwojone, ale bardzo szorstkie!!! Myślałam, że to może wina braku fryzjera... Zadzwoniłam do Bartka (mój ukochany stylista) i umówiłam się na ścięcie. Bartuś potwierdził- włosy wyglądaja na zdrowe, ale w dotyku są po prostu nieprzyjmne:(( Dostałam reprymendę, że pewnie robie coś źle i mam zniminalizować wszelkie zabiegi.

Szukając przyczyny zajrzałam na Makeupalley i część osób recenzujących potwierdziło moje obawy. Ten olejek jest wypchany sylikonami.
Naturlany olejek arganowym jest dopiero na 6 miejscu:(((( Jego dzialanie jest niesamowite na początku kuracji, po jakimś czasie po prostu otula włosy i z każda aplikacją budujemy kolejną warstwę sylikonu. Dlaczego salony fryzjerskie tak się miłują w tym produkcie? Bo po zejściu z krzesla fryzjerskiego mamy wrażenie, że nasze włosy są "nowe", błyszczące i najpiękniejsze w życiu.... i co robimy wracamy do tego salonu.....
Muszę dodać, że mam szczęście posiadania 100% naturlanego olejku arganowego i niestety też nie sprawdził sie w moim przypadku (obciążał ogromnie). Chyba mam za cienkie włosy na takie bajery. Reasumując moje robaczki, olejek jest spoko na jednorazowe użycia. Jest wydajny. Cena odstasza. Warto go mieć? NIE!!!!!!
Jeszcze tak szybko na marginesie wspomnę, że Bartek miał parę klientek w salonie z tym samym porblem co ja i wszystkie używały tego olejku.....szajsen, never again!!
Biosilk to to samo.....on obok jedwabiu nawet nie leżał:(( oszuści