Jamie's Italian

Po całym dniu dreptania ulicami Londynu, przeszedł czas na zasłużony posiłek. Wybraliśmy resturację Jamiego Olivera "Jamie's Italian".
 Zaraz się przekonacie dlaczego:)
Starter:
Moje danie (zdjęcie zrobine przy innej okazji)
Gavstera
Jedzenie jest po prostu fantastyczne. Smaki kompnują się ze sobą w przepiękny sposób i każde z nas miało ochotę na dosłowne wylizanie talerza.
 Jestem ciekawa, czy zgadniecie co cieszyło nasze podniebienie?
Serdecznie zapraszam, czy do restauracji, czy na stronę Jamiego, gdzie znajdziecie przepisy i inpisracje na wyjątkowe dania. Przepraszam, jeżeli narobiłam komuś smaka, ale musiałam Wam o tym napisać. 
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

Podsumowanie wycieczki i co zobaczycie w filmie:)

To już ostatni londyński odcinek (przynajniej na jakiś czas) podsumuwujący to co chcieliśmy Wam pokazać tego dnia. 
Uwaga!!! dużo zdjęć z moim pozowaniem w roli głównej:)







Kto z bystrzaków powie mi co zwiedzilśmy? Jeżeli nie wiecie, spokojnie...wasze wątpliwości już nieługo zostaną rozwiane.
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

China Town supermarket

W zeszłą środę udało nam się też wstąpić do China Town, czyli chińskiej dzielnicy w centrum Londynu. 
Jeżeli miałabym ją opisać w kilku słowach to będą to: czerwone lamiony, setki restuauracji i sklepików ze smakołykami Dalekiego Wschodu. W jednym z nich:

Nie znam za wiele specyfików z ich asortymentu, ale wybrałam sobie coś:

Jest po angielsku, czyli nie zginiemy:)

Napój mandarynkowo-cytrynowy z dodatkiem miodu i płatki wodorostów. 
 
Te drugie bogate w m.in w wapń, żelazo, jod, witaminy i białko. Smakują i pachną trochę jak rybki. Można dodawać je do sałatek, bądz spożywać tak jak ja...niczym chipsy. Zdrowa i wyjątkowa przekąska.
 Miałyście kiedyś okazję smakować algi? 
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

London Duck, czyli amfibia

Kolejna porcja ciekawostek z Londynu. 
Zaparkowne tuż przy stacji metra Waterloo i London Eye, żółte pojazdy zapraszają na przygodę. 
Amfibia to pojazd lądowo-wodny, stosowany głównie przez wojsko lub służby ratownicze. Metalowe maszyny zadebiutowały podczas drugiej wojny światowej, a dziś stanowią ciekawą atrakcję dla turystów i nie tylko. Ponieważ jest to bardzo zwrotny sprzęt, który w pełni przystosowany jest do przemieszczania się po lądzie i wodzie, odnajduje się na londyńskich ulicach i wodach Tamizy bez problemu. 
W środku mieści się ok. trzydzieści osób i kilka razy dziennie odbiera zainteresowanych z przystanku Kaczka, żeby zabrać Was na niezapomnianą wycieczkę po Londynie.
Wycieczkowicze są rozbawiani przez przewodnika (w języku angielskim), który pokażę Wam m.i Big Ben, Houses of Parliament, Westminster Abbey, Trafalgar Square, żeby potem "wskoczyć" do Tamizy z pochylni w Vauxhall
Nam niestety nie udało się dostać na kaczuchę:(( Spróbujemy innym razem. Jeżeli macie ochotę sprawdzić ceny i poznać dokładną trasę, to zapraszam na ich stronę:

Co myślicie o takiej formie zwiedzania Londynu? Prawda, że ciekawie. Już niedługo na moim kanale pojawi się film z wyciezki po cenrum, o który tak wiele osób mnie prosiło. Nie wiem, czy się Wam spodoba, bo cel mojej wizty w stolicy był zupełnie inny...daliśmy się ponieść turystycznej magii. Mam nadzieję, że mój telefon, którym wszystko nagrywałam, poradził sobie. 
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

Mind the gap

Osoby podróżujące londyńskim metrem na pewno nie raz słyszały bardzo charakterystyczny dzwięk z megafonów na platformach. 
"Mind the gap" to ostrzeżenie do pasażerów pociągu z prośbą o zachowanie ostrożności podczas przekraczania przepaści między drzwiami pociągu, a peronem. Został on wprowadzony w 1969 roku. 
Napisy proszące o uwagę, znajdują się na każdej stacji metra w kilkunastu miejscach. Często odległość pomiędzy pociągiem, a platformą jest dość duża i ja sama była świadkiem brawurowego  zachowania młodego chłopaka, który wpadł w dziurę:( (nic mu się nie stało, tylko najadł się strachu).

W centrum Londynu jest kilka stacji metra, które mają inne dodatkowe rozwiązanie;
 Linia Jubileuszowa, czyli Jubilee Line przy modernizacji platform, dodała:
Na krawędziach peronu zainstalowano dodatkowe drzwi. Zostały one zaprojektowane przede wszystkim w celu zmniejszenia przepływu powietrza przez wentylatory (w sytuacjach awaryjnych, które aktywują się w przypadku pożaru). Były one również zbudowane jako bariera zapobiegająca upadkom lub skokom na tory (rocznie dochodzi do ok. stu wypadków,w większości z winy pasażerów).

Wiem, że takie rozwiązania z podwójnymi drzwiami możecie spotkać w innych miastach na całym świecie. Szkoda, że nie ma tak na każdej stacji metra:(

Pisząc ten post, nie mam ochoty nikogo zrazić przed podróżowaniem tego typu środkiem transportu. Jest on nadal jednym z najbezpieczniejszych i najszybszych form poruszania się po dużych miastach. Większość z nas po prostu wsiada do pociągu nie myśląc o tym. 

Pamiętajcie tylko o Mind the gap.

Pozdrawiam serdecznie 
Agi

Muzykanci w podziemiach

Przepraszam z długą nieobecność, ale mam lenia:) 
To tyle słowem wytłumaczenia, przechodzimy do sedna. 

W przeciągu kilku najbliższych dni pojawi się na moim blogu (jak Bozia da), kilka notek z  ciekawostkami prosto z Londynu. Zazwyczaj nie bywam często w centum stolicy (w sumie tam zawsze się najwięcej dzieje), ale wczoraj udało mi się zrobić kilka zdjęć, więc zapraszam.

 Dziś o Buskerach, czyli muzykach, którzy każdego dnia umilają podroż ponad 3.5mln osób w londyńskim metrze. 
Jest to jedna z najstarszych form "rozrywki ulicznej" i gry na instrumentach w otwartej przestrzeni z której teoretycznie może korzystać każdy... oczywiście małe datki pieniężne są mile widziane.
Wykonawcy posiadają niesamowity zakres instrumentów: gitary elektryczne i akustyczne, skrzypce, harmonijki, stalowe beczki, wiolonczele, akordeony, ukulele lub po prostu korzystają z własnego głosu. 
Ze wzglęgu na "uciążliwości" dla osób dojeżdżających do pracy, ta podziemna forma rozrywki została zakazana na prawie 100 lat, po to, żeby w 2001 roku słynny wiolonczelista Julian Lloyd Webber został pierwszym muzykiem, który oficjalnie stał się Tube Buskerem. Pan Lloyd-Webber dostał sześciomiesięczne zezwolenie na grę. 

Jeżeli uważacie, że i Wy macie talent i macie ochotę trochę sobie dorobić, to załatwienie legalnej licencji wcale nie jest takie łatwe:(

Od 2003 roku, oficjalnie został otwarty London Underground Busking Scheme. Na początek wynegocjonwano 35 miejsc na stacjach w centrum Londynu. 
Tak wygląda wydzielone stanowisko pracy:
żródło- internet
 Wszyscy muzycy pragnący uzyskać licencję muszą przejść casting. Proces składa się z przesłuchań: trzeba wykonać kilka utworów przed panelem dziennikarzy muzycznych, urzędników TfL i ekspertów branżowych. Zainteresowanie przystąpieniem do programu jest ogromne, a liczba miejsc ograniczona. Co oznacza licencja? Busketerzy mogą występować na niektórych miejscach na stacji, ale nie w pociągach.  
W całym centralnym Londynie, znajduje się 21 przystanków, gdzie przygotowanych jest 28 specjalnych miejsc (podobno najbardziej popularne i oblegane to:
Green Park,Tottenham Court Road, Piccadilly Circus i Leicester Square).  

Muzyk ma prawno do dwugodzinnego występu, ale jeżeli się spóźni, to poprzedni busker ma prawo do pobytu na następny dwugodzinnym przedziale czasowym.

Prezentowany jest każdy rodzaj muzyki dla wszystkich pokoleń, a wykonawcy pochodzą z całego świata (Azjia, Ameryka, Europa). 

Trochę nielegalny występ:
Na podziemnej scenie wystpili między innymi The Libertines, Julian Lloyd Webber, Badly Drawn Boy i Seasick Steve. Takie sławy przyciągają nie tylko turystów, ale i innych muzyków. Wykonawycy są także "rezerwowani" na wielkie wydarzenia i sesje nagraniowe. Niektrzy wystąpili przed rodziną królewską lub pracują z uznanymi muzykami, począwszy od Simply Red po angielską Operę Narodową. Wiele z artystów posiada dzienną pracę i grając w podziemiach spełnia swoje marzenia, bądz po prostu sobie dorabia. 

Ja muszę przynać, że zawsze z zaciekawieniem dosłuchuje, co czeka mnie za rogiem. Lubię, kiedy jadąc ruchomymi schodami w dół, muzyka staje się coraz głośniejsza i zazwyczaj poprawia mi humor. Od dwóch lat nie podróżuje już metrem tak często i muzyka na żywo, to chyba jedyna rzecz, której tak bardzo mi brakuje (zupełnie nie tęsknie do ścisku, przykrych zapachów, przepychania itp.)

Co myślicie o muzykach w metrze?  Spotkaliście ich w London Underground?

Na koniec mały bonus, święte słowa:

                                           video

Pozdrawiam i do usłyszenia:) Agi

Paka z USA

Od kilku miesięcy składałam zamówienie u cioci Pauliny z Ameryki. Paka przyszła do PL, a w niej:

Diamancel Foot Buffer #11. Zakochana w jej mniejszej siostrze (o której pisałam tu link), wypatrzyłam ją na amerykańskiej stronie Amazon. Trafiła się okazja cenowa i wpadła do koszyka. 

To samo stało się w przypadku podkładu Shiseido Sun Protection Liquid Foundation SPF 42 PA+++.
Ochotę na niego miałam od miesięcy i nawet kilka razy pisałam o tym na Twiterze. Miałam próbki, które sprawdzały się idelanie, ale dziwił mnie fakt, dlaczego w Europie jest dostępna tylko wersja SPF30? Zapytałam sprzedawczyni i udzieliła mi odpowiedzi, ale zapomniałam:) To było coś zwiazanego z innymi standardami prawnymi na starym kontynecie.

Wracając do samego podkładu. 
Mój kolor to SP40 (zdecydowanie w żółtym odcieniu) i będzie idealny na "bledsze dni". Używam go od tygodnia i hmmmm mam mieszkane uczucia. Całkiem możliwe, że przyczyną jest trochę inny skład, bądź zmiany hormonalne w moim organizmie i co najważniejsze stanu cery. Od kilku miesięcy skłania się ku suchej. W PL jest też inna woda, czy może to być powodem? 
 Podkład jest dosyć rzadki, leisty. Pierwszy raz aplikowałam go palcami i niestety po chwili tworzy pudrowe wykończenie, podkreślające suche skórki. Ma bardzo dobre krycie, ale może tworzyć efekt maski. Postanowiłam się nie poddawać...czekałam przecież na niego tak długo. Próbowałam z pędzlem i było lepiej...dodałam trochę wody różanej i efekt był od razu przyjemniejszy. Ciekawe co będzie jak wróce do UK? Dziś udało mi się nagrać mini filmik ze strojem dnia i tam będziecie mogły zobaczyć jak wygląda buzia z podkładem po całym dniu latania i załatwiania spraw.

Dobra ciocia włożyła mi też kremowy cień do powiek Maybelline Colour Tattoo 24HR w kolorze eternal gold. Zachwalała go Kasia KatOsu:) Jeszcze nie testowałam.

Mam nadzieję, że następne zdjęcie nikogo nie zgorszy:))) Majtuchy Victoria's Secret to moje ulubione i od lat kupuję sobie zestawy:) super się noszą, piorą itp.
To już wszystko. Niby nic specjalnego, ale takie duperele cieszą mnie ogromnie:) 
My już się pakujemy:(( Czas płynie nieubłagalnie i z chęcią zostalibyśmy w Polsce dłużej. Jak to zwykle bywa z naszym szczęściem od soboty zapowiadają ocieplenie:) Pewnie wraz z naszym przyjazdem do Londynu ochłodzi się...pamiętajcie gdzie ja, tam i deszcz:)

Pozdrawiam Was ciepło i do usłyszenia;)
Agi

Sally Hansen Airbrush Legs, czyli "nożny" podkład

Produkt, który od "zawsze" widziałam na sklepowych półkach, ale nigdy nie myslałam, że może mi się przydać. Po co komu rajstopy w sprayu? 
Do zakupu namówiła mnie Agnieleczka i Missglamorazzi. Dostępne w kilku odcieniach: Deep Glow, Light Glow, Medium Glow i Tan Glow. Cena w UK waha się od £9.99-£12.99. Ja trafiłam na promocję (jak zwykle) i w Superdrug zaplaciłam £7.49, skusiłam się na odcień Tan Glow. 
 
Sally Hansen, Airbrush Legs, czyli Perfekcyjne nogi - rajstopy w spray'u. 
Co mówi producent: Fluid w spray'u Sally Hansen to preparat opracowany z myślą o nogach. Jest jak rajstopy w spray'u. Nogi wyglądają wspaniale, są gładkie i seksowne, nie tracąc przy tym uczucia lekkości i swobody - nawet w upalne dni. Bez skazy, bez zarzutu, zdrowo wyglądające nogi: jedwabne w dotyku i optycznie wyszczuplone. Fluid w spray'u zawiera puder oraz cząsteczki jedwabiu. Dodatkowo został wzbogacony witaminą K, która łagodzi występowanie żylaków, siniaków i blizn. Po wyschnięciu Fluid w spray'u nadaje efekt przypominający pończochy. Produkt dostępny w czterech odcieniach: jasny, naturalny, jasny brąz i ciemny brąz. W opakowaniu jest 75ml, czyli 85 gramów. 

Dla zwolenników angielskiego:

Ja rajstopki testuję od kilku dni i zgadzam się, że wszystkim o czym zapewnia etykieta. Po ostatniej depilacji woskiem, zeszła moja opelnizna St. Tropez i musiałam się jakoś ratować. Nie wiem dlaczego, ale moje nogi nie opalają się prawie wcale:(( Święca białością w ciemnościach. Ponieważ jestem typem szałaputa, często nabijam sobie przypadkowe śiniaki. Nie wygląda to najpiękniej i lepiej się czuje z odrobiną koloru na nogach. Ostatnio okazji do użycia podkładu miałam wiele, bo i moje urodziny i ślub przyjaciółki...Rajstopy sprawdzają się idelanie. Kilka dni wcześniej zrobiłam próbną aplikację i na początku kolor wydaje się być bardzo pomarańczowy i ciemny, ale po kilku sekundach rozsmarowania, idealnie się wtapia i tworzy niesamowity efekt. Można go aplikować na dwojaki sposób:
- Prosto z puszki, uwaga trzyba się spieszyć, bo dość szybko zastyga. Ważne jest, żeby nogi były nawilżone/nabalsamoane.
- Można go zmieszać z ulubionym balsamem do ciała. Trochę wolniej się wchłania, ale efekt jest jeszcze bardziej naturalny. 
Trzyma się cały dzien (nawet wtedy, kiedy jest ciepło) i maskuje drobne przebarwienia, żyłki, siniaki itp.
Zmywa się pod prysznicem, ale trzeba użyć gąbki. 

Jeżeli chcecie zobaczyć proces aplikacji, zapraszam na film Agi:
http://www.youtube.com/watch?v=N7cFoWVNPa8

Jeszcze nie wiem jak wygłąda sytuacja wydajności. Używłam go 4-5 razy i nie czuję dużego ubycia z puszki...zobaczymy
Wadą może być niestety cena...uważam, że ponad 50zł za takie małe cuś to dużo, ale muszę przynać, że działa w 100%.
Wcześniej próbowałam użyć rożnych podkładów do wyrównania koloru skóry na nogach z różnym skutkiem...najlepiej się sprawdzał MAC Face&Body, ale czasami zostawiał ślady na ubraniach i miał bardzo delikatne krycie. 

Dajcie mi znać, czy kiedyś próbowałyście tego wynazku i co o nim myślice;) pozdrawiam 
Agi

Szybki projekt denko

Od ostatniego filmiku o "wykończonej" tematyce nie minął miesiąc, a tu nowa porcja pustych opakowań, które chce Wam pokazać. 

Żele pod prysznic
Original Source o zapachu brytyjskiej truskawki;))
Gava wybór. Żel pełnia swoje zadania (pieni się, myje, ładnie pachnie, aż ma się ochotę go zjeść). Wiem, że ostatnio dostępne w Rossmanach w promocyjnych cenach (w PL jest dużo tańszy, niż w UK????)

Kremowy żel pod prysznic Dove z dodatkiem masła shea i wanilii
Zapach słodki, przyjemny i zawsze będzie mi się kojarzył z wyjazdem do Paryża. Lubiliśmy go stosować wieczorem w chłodniejsze dni. Spełnia swoje zadania jako żel pod prysznic. Ponieważ ja zawsze po kąpieli/prysznicu stosuję oliwkę do ciała, więc nie miałam okazji się przekonać, czy ma specjalne właściwości odżwcze dla skóry.
 
Soap&Glory Dual-use shower and bath wash...foam call
Nie jestem na 100% pewna, ale ten żel pod prysznic/płyn do kąpieli był w limitowanej serii. Kupiłam go okazyjnie i bardzo podoba mi się rozwiązanie z pompką. Gav poprosił mnie o zatrzymanie butelki i będę przelewała do niej inne kosmetyki, które jak już wiecie gromadzę w walizce:)) (dobrze, że ja nie będę musiała jej ciągnąć...mamy limit 32kg i jeszcze jest miejsce...ciekawe czy kółka walizki wytrzymają?)

Lactacyd emulsja do higiney intymnej
To już chyba trzecie opakowanie tego kosmetyku, który jest moim zdaniem jednym z najlepszych na rynku. W żaden sposób nie podrażnia okolic intymnych, jest polecany kobietom w ciąży oraz dziewczynom, które niestety borykają się z różnymi problemami w tej okolicy:( 
Ja uznając zasadę przezorny zawsze ubezpieczony nie mam zamiaru się z nim rozstawać. Jak wiecie zakupiłam też żel Facelle, ale na wszelki wypadek butelkę z obrazka też mam:)

Pod prysznicem mam mniejsze 200ml opakowanie (też z pompką), które jest wygodniejsze i bardziej praktyczne. Te duże butle kupuję w Biedronce (gdzie są o wiele tańsze) i starczają mi na długie miesiące codziennego użytkowania. Czy ktoś sprawdził i może mi napisać, czy skład tej emulsji jest taki sam w Biedronie i aptece? Bardzo mnie to ciekawi, a nie mam już kartonika z listą składników? Pytam, bo rożnica w cenia jest dość duża:)

Ostatnim na dziś jest hydrolat z zielonej herbaty
Fajnie się sprawdza latem. Ja część przelałam to małej butelki z atomizerem i używam go do zwilżania włosów przed olejowaniem. Produkt fajny, ale nie wiem czy zakupię go ponownie (tylko dlatego, że mam jeszcze dużą butelkę wody rożanej. 

To już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że miło spędzacie wakacje...moje się już nieublagalnie kończą:(( 
Pozdrawiam i do usłyszenia
Agi

Osiedlowe drogerie nie są złe;)

Na pewno się domyślacie jaki będzie charakter tej notki...nie ma niespodzianek:))

Malinowa płukanka do włosów z YR link wzbudziła duże zainteresowanie i Konstancja poinformowała mnie o jej polskim odpowiedniku z firmy Marion. Na stronie producenta znalazłam listę sklepów w okolicy.
Marion Nature Therapy kąpiel odbudowująca włosy, ocet z malin i koktajl owocowy. Już wiem, że zapach niestety nie jest tak kuszący, jak w przypadku YR. O działaniu wypowiem się dopiero za miesiąc/dwa kiedy skończy się pierwotnie zakupiona płukanka. 
 Drugi produkt kupiłam pod wpływem impulsu: Marion 7wJednym ultralekka odżywka z olejkiem arganowym. Zapytałam panią w sklepie, czy używała i czy nie obciąża włosów...powiedziała, że nie (coś mi mówi, że jeżeli zapytałambym ją o cokolwiek innego, to odpowiedź byłaby taka sama;)) 7,99zł mnie nie zbawi...

Wypatrzyłam też żelowy zmywacz do panzokci firmy Donegal. Zapachu mango jakoś specjalnie nie czuję, ale działa całkiem przyjemnie. Ciekawe doświadczenie.
Zawartość kosmetyczki, ktorą przywiozłam z Londynu jest bardzo skromna (wiedziałam, że część rzeczy zakupię na miejscu albo pożyczę od mamy) i nie spakowałam żadnego lakieru do paznokci. W Delia mini spodobała mi się cena (2,80zł), rozmiar 5ml i kolor. Utrwaliłam go top coatem z Ingrid Cosmetics (4,50zł ?)
To już wszystko. Nie wiem, czy to dużo...mało...

Jakie są Wasze ulubione produkty z osiedlowych drogerii?
 
Zanim wrócę do Lodnynu minie jeszcze trochę czasu i wykorzystam go na dokładne testowanie zakupionych cudeniek. Część z nich pewnie zostanie w domu, ale o tym napiszę Wam już później. 

Pozdrawiam i do usłyszenia:)
Agi

Co powiecie na zakupy w Rossmanie?:))

Część druga sagi zakupowej. 
Zachwalany przez Was wszystkie krem do mycia buzi z Allterry, Waschcreme Wildrosenblute (Krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży).
W sumie kupiła go sobie moja siostra, ale jej się nie sprawdził, więc zostawiła mi go w spadku. Krem pięknie pachnie różą i po kilku dniach użytkowania jeszcze nie mogę za dużo powiedzieć o działaniu. 

Postanowiłam dać kolejną szansę "lepszej" kulce Crystal, Essence, Body Deodorant Pomegranate Roll - On. Używam od kilki dni i nie jest źle, ale upałów też nie ma. Pożyjemy-zobaczymy. 

Szczotka do masażu ciała, For your beauty. Polecana przez moją siostrę i znajome...jeszcze nie testowałam, ale już czuję tę moc:))

Rossmann, Facelle Intim, Waschlotion Sensitive (Żel do higieny intymnej Sensitive) po raz kolejny zakupiony pod wpływem włosomaniaczek. Z ich opisu to "chodzące cudo", które pierze, strzyże i zęby rwie. Nadaje się do mycia miejsc intymnych, całego ciała i włosów:) Aktualnie w promocji za 4,99zł, kupiłam dwie butle:) Jeszcze nie próbowałam, ale mam dobre przeczucia.

Lakier do paznokci Wibo Express growth z serii nude:
Dobrze się rozprowadził, ale na kilku paznokciach zrobiły się mini bąbelki:( Lakier wytrwał dwa dni bez lakieru bazowego i wierzchniego...szału nie robi, ale kolor mi się podoba. 

Moja oryginalna lista była dłuższa, ale zapomniałam ją wziąć do sklepu....ehhh 

Podobają się Wam moje zdobycze? Macie na coś ochotę? Może już używacie i lubicie/nienawidzicie?
 Czekam na opinie:)

Pozdrawiam i zapraszam na kolejną część z zakupami z osiedlowej drogerii.

Pierwsze koty za płoty

Jak się można domyślić, zbliża się seria "zakupione w Polsce". Pierwszy odcinek,
Natura:
Błyszczyki Essence polecane przez koleżanki. Zdecydowałam się na dwa kolory:
02 My favorite milkshake i 03 Candy bar.
 Mają owocowy zapach i smak, lekko się kleją i ciemniejszy kolor jest naprawdę widoczny na ustach, czyli aplikacja bez lusteka jest niemożliwa. Ładnie błyszczą, ale mam wrażenie, że zbierają się w kącikach ust. Błyszczyk kosztuje 8,99zł. Więcej pewnie usłyszycie o nich w filmiku ze zdobyczami z PL.
Skusiłam się też na polerkę do paznokci, bo moja stara padła ze starości...Też już testowałam i krok 1 jest naprawdę ścierający...moim zdniem trochę za mocno rysuje paznokcie:(
Więcej grzechów nie pamiętam...w nastęnej kolejności Rossman. 
Cały czas czekam na Wasze must have:)) 
Pozdrawiam Agi

Co czekało na mnie w domu?

Nikt nie wie, ile godzin spędziłam na przeglądaniu stron www, żeby znaleźć dobry, niedrogi, uniwersalny zestaw do depilacji woskiem w rolce. 
Widziałam, że zły wybór może skutecznie zakończyć moją przygodę z tą metodą pozbycia się zbędnego owłosienia. Na brytyjskim ebay'u takowe są (nawet pokazywałam Wam jeden kilka tyg temu), ale coś mnie podkusiło, żeby przejrzeć nasze Allegro i tam znalazłam takie cuś:)

Braciszek mi zamówił:)) 

Paczka przyszła po dwóch dniach i w środku był: 
* podgrzewacz 
* dwa woski po 100 ml z szeroką rolką aloesowy i różany
* jeden różany wosk z wąską rolką
*zestaw pasków do depilacji
Arco Cosmetici to podono"renomowana" włoska firma i to właśnie tej marki jest mój zestaw (woski też) :))

Wczoraj było pierwsze testowanie (widać po ilości zużytego wosku w podgrzewaczu).
Wosk w maszynce rozgrzewa się w przeciągu 20 min i jest banalnie łatwy w aplikacji. Samo plastrowanie do naprzyjemniejszych czynnoście nie należy, ale szczerze myślałam, że będzie o wiele gorzej. Ból jest, ale da się przeżyć. Podrażnienie zniknęło po 30 min. Resztkę wosku usunęłam oliwką dla dzieci.
Jestem pozytywnie zaskoczona. Chcę jeszcze:)) Poważnie, szukam ochotników do depilacji różnych części ciała:)

W domu czekała też na mnie kolejna niespodzianka  (po raz kolejny mój brat mnie nie zawiódł)
 
Płukanka octowa z malin firmy Yyes Rocher. Do zakupu tego cudeńka namówiła mnie Aga 82Inez.
Sama ją tylko wąchałam, ale moja siostra już używała. Anka ma trochę inne włosy niż ja i u niej się sprawdziła już po pierwszym razie...zobaczymy jak będzie u mnie... Zapłaciłam za nią 19,99zł (teraz kosztuje 1zł mniej). W najnowszej Urodzie widziałam też 40% kupon zniżkowy na produkty z tej firmy i chyba się jeszcze na coś skuszę:)

Jesteście fankami domowego woskowania i płukanek octowych? Ciekawe jak u mnie się sprawdzą na dłuższą metę:))

Pozdrawiam i pragnę psychicznie Was przygotować na zbliżające się posty zakupowe;)) 
Na swoje wytłumacznie mam tyle, że nie będzie mnie w Polsce przez najbliższe miesiące, może nawet rok i stąd moje "zapasy". 
Trzymajcie się ciepło
Agi xxx

Paczka z Niemiec

Dzięki kochanej Sylwi, bliżej znanej Wam jako szavkaWORLD, będę mogła przetestować kolejne produkty marki Alverde:
 
Alverde, Intensiv - Aufbau Shampoo Amaranth (Szampon do włosów wymagających z amarantem). Producent mówi: Szampon Alverde zapewnia suchym włosom niezbędną porcję pielęgnacji. Formuła z koenzymem Q10, kwas hialuronowy oraz ceramidy pielęgnują, wzmacniają i naprawiają włosy.
Amarant z kontrolowanej ekologicznej uprawy chroni przed szkodliwym wpływem środowiska. Pomaga w rozczesywaniu, wzmacnia włosy i nadaje im połysk. 

 ALVERDE Intensiv - Aufbau Spulung odżywka intensywna odbudowa - amarantus
Producent mówi: Odżywka o niezwykle bogatym składzie, zawierająca między innymi, koenzym Q10, kwas hialuronowy, ceramidy odżywia, pielęgnuje i wspomaga odbudowę zniszczonych i suchych włosów. Oleje z amarantusa i sojowy chronią włosy przed szkodliwym działaniem środowiska, nadają gładkość i blask. 

ALVERDE kremowo-oliwkowy żel pod prysznic Amarant
Producent mówi: Żel pod prysznic zawierający naturalne substancje łagodnie myje i oczyszcza nawet suchą skórę, nie wysuszając jej. Naturalne oleje, takie jak cenny olej z amarantu zapewnić dodatkową porcję nawilżenia i pielęgnacji. Pozostawia piękny, zmysłowy zapach.

Alverde Pflegeöl Patchouli Cassis olejek do ciala czarna porzeczka -  
moje drugie opakowanie. miłość

W paczce były też prezenciki:))
 Mini żel do mycia ciała o obłędnym zapachu mandarynki i pomarańczy, czekoladka i oranżadki w proszku kojarzące mi się z dzieciństwiem. 

Nie wiem co sprawilo mi więcej radości:)) 

Testowanie zaczynam już niedługo, czyli zaraz:))

Obiecuję, że więcej o Alverde mówić już nie będę:)) Przynajmniej w tym miesiącu:))
Pozdrawiam i do usłyszenia...
Agi

Sierpniowe dodatki do prasy

Zbudzona zaszlejącą za oknami burzą, postanowiłam szybciutko napisać Wam co wypatrzyłam w najnowszych ofertach prasowych. 
Elle- czarna kredka do oczu od Jemmy Kidd. Pojawiła się w jednej z zeszłych edycji mojego prasowego update. Zawiedziona tuszem do rzęs, nawet nie miałam ochoty otwierać i testować kredki...oddałam ją koleżance. Ona podobno jest zadowolona.
-
W Cosmo mamy do wyboru jeden z trzech lakierów do paznokci (to chyba sierpniowe wydanie, więc nie wiem, czy jeszcze na 100% aktualne):
W Marie Claire lakier do paznokci Ciate nude/celisty, albo oberżyna z drobinami...
 I na koniec skusisłam się na Tatler (głównie z dwóch powodów). Po pierwsze zupełnie nowa (jak dla mnie pozycja), no i oczywiście kuszący dodatek. Mini wersja najnowszego tuszu do rzęs Lancome Hypnose Star.
Magazyn zdążyłam przejrzeć po łebkach i już wiem, że jest wypłeniony ekskluzywnymi reklamami. Z treścią jeszcze się nie zapoznałam. Na ich stronie www znalznałam info, że są na rynku od 1709 roku...gdzie ja byłam, że go wcześniej nie widziałam? Czyżby to strikte lotniskowy magazyn? Jeżeli ktoś wie, proszę o oświecenie mnie w tej kwestii.

Skusiłybyście się na coś z zaprezentowanych powyżej pozycji?

To już wszystko na dziś. Pozdrawiam i życzę nam kolejnego pięknego dnia:) buziaki
Agi